Życiowy balans – o tym, jak uczyłem się, że jestem hodowcą krów

Po trzydziestym piątym roku życia, krótko po rozpoczęciu pracy w charakterze coacha, zacząłem odkrywać słowo r ó w n o w a g a. Do tej pory nie zastanawiałem się zbytnio nad tym zagadnieniem, ale praca z liderami, z którymi prowadziłem prywatne sesje coachingowe, a także kilka moich dotkliwych błędów i porażek, których doświadczyłem w moim życiu osobistym i zawodowym, zmusiło mnie do pochylenia się nad tym niezwykle ważnym tematem.

Jak moje osobiste życie zaczęło drżeć w posadach

Od swojej młodości byłem człowiekiem pasji. Duży nacisk i świadomą pracę wkładałem w rozwój duchowości, rozwój osobisty i pracę zawodową / służbę. To były moje silne strony, silnik mojego życia, który przez wiele lat ciągnął mnie do przodu, czasami w zawrotnym tempie. O te dziedziny dbałem, w tych sferach inwestowałem w siebie i swój osobisty rozwój.

Tak żyłem przez piętnaście lat. Czułem się spełniony i wydawało mi się, że moje życie zmierza w rewelacyjnym kierunku. Niestety, po trzydziestym roku życia moje istnienie zaczęło drżeć w posadach, a okręt mojego życia rozpadał się podczas żeglugi na otwartym morzu. Nieoczekiwanie zaatakowały mnie moje zaniedbania. Zacząłem powoli odkrywać, że choć rozwój mojej duchowości, rozwój osobisty, a także progres w pracy zawodowej i służbie to ważne rzeczy i należy się do nich przyłożyć, to jednak są też inne sfery życia, których również nie wolno bagatelizować i zaniedbywać.

W moim życiu były trzy dziedziny, które do tej pory notorycznie zaniedbywałem:

1. Zaniedbywanie finansów

Wychowywałem się w biednej, alkoholowej rodzinie. Gdy się nawróciłem, żyłem w środowisku, w którym potępiało się pieniądze i zamożność, a życie w ubóstwie uważano za cnotę i jedyny właściwy standard chrześcijańskiej przyzwoitości. Mówiło się o wierności w zarządzaniu osobistymi finansami, ale zawsze przedstawiało się je w sposób negatywny, jako wielkie zagrożenie. Byłem uczony, że pieniądze nie mają znaczenia, liczy się tylko rozwój charakteru i życie dla ideałów. Być może z tego powodu, we wczesnej fazie swojej dorosłości nie zwracałem zbytniej uwagi na zarabianie i tworzenie majątku. Zakładałem, że są to rzeczy bez znaczenia. Jednak po trzydziestym roku życia, mając rodzinę z dwójką małych chłopców na utrzymaniu, nasze życie zaczęło drżeć. Nie mieliśmy pieniędzy na podstawowe potrzeby, nie mieliśmy podstawowych sprzętów, zadłużyliśmy się. Nasze życie było żałosne.

Nauczyło mnie to istotnej lekcji: Pieniądze nie są w życiu najważniejsze, ale to nie znaczy, że nie mają znaczenia. Ktoś kiedyś powiedział:

Pieniądze są jak tlen. Nie są w życiu najważniejsze, ale spróbuj bez nich żyć.

Oczywiście pieniądze wiążą się z różnymi zagrożeniami, nie znaczy to jednak, że powinno się ich zupełnie unikać. Jak mówi stare polskie przysłowie: Pieniądze są złym panem, ale dobrym sługą. Myślę, że nie chodzi tutaj o to, aby panicznie bać się pieniędzy, ale nauczyć się, w jaki sposób uczynić je swoim narzędziem (sługą) do budowania życia i służenia bliźniemu. Z jednej strony ważnym jest, aby mamona nie zawładnęła naszymi sercami, a z drugiej strony istotnym jest, aby nauczyć się pozyskiwać środki i mądrze je wykorzystywać. Ja tę dziedzinę zaniedbałem i w wyniku tego zatrzęsło się całe moje życie.

2. Zaniedbywanie życia rodzinnego

Dzięki Bożej łasce założyłem rodzinę, jednak z różnych powodów nie byłem dobrym mężem, ani dobrym ojcem. Mój główny problem polegał na tym, że to, co było we mnie najlepszego oddawałem obcym, a mojej żonie i synom serwowałem ochłapy. Nie poświęcałem swoim najbliższym wartościowego czasu i tego, co najcenniejsze.

Czasami mamy skłonność, aby to co najwartościowsze w nas oddawać obcym, którzy nie mają dla nas dużego znaczenia, podczas gdy tym, którzy mają dla nas największą wartość, dajemy to, co w nas najgorsze.

Moje postępowanie było spowodowane trzema przyczynami:

  • Po pierwsze, byłem wychowany w domu, w którym nie było bliskich więzi pomiędzy członkami rodziny. Nie miałem dobrych wzorców, ani nawyków.
  • Po drugie, wraz z żoną zmagaliśmy się w tym czasie z ubóstwem. Chwytałem się więc różnych prac, aby jakoś zarobić na rodzinę. Myślałem, że kiedyś, w końcu, będę miał czas, aby spędzać go z bliskimi. Jednak pewnego dnia uświadomiłem sobie, że taki okres może nigdy nie nadejść, a nawet jeśli nastąpi, to wtedy może być już za późno na budowanie relacji. Z nimi należy spędzać czas ustawicznie, bo czasu nie da się zawrócić. Przecież nie da się drugi raz wejść do tej samej rzeki. Poza tym, uzmysłowiłem sobie, że czasami zapracowujemy się na śmierć, aby zapewnić naszym najbliższym raj na ziemi, zamieniając przy tym ich życie w piekło. To jest chore.
  • Po trzecie, byłem egoistą. To smutna prawda, ale czasami poświęcałem moją rodzinę ze względu na mój egocentryzm, skupienie na sobie i ambicje. Łatwo jest wymyślać dobrze brzmiące wymówki, aby maskować tego typu motywy. Mi też łatwo było wymyślać takie wymówki, zwłaszcza, że mogłem odwoływać się do Boga, Biblii, czy powołania, ale kiedyś nastąpił taki dzień, kiedy musiałem skonfrontować się z prawdą odnośnie moich faktycznych pobudek. Nie byłem w stanie dłużej ukrywać się za swoimi wymówkami.

Nie można w nieskończoność bez konsekwencji zaniedbywać swoich bliskich. Co człowiek sieje to i żąć będzie (Gl 6:7). Tak też było i w moim przypadku. Zaniedbywanie rodziny w przykry sposób zatrzęsło mną.

Musiałem się zatrzymać i zweryfikować swoje wartości. Musiałem stanąć w prawdzie, skonfrontować się ze swoimi wewnętrznymi wykrzywieniami, egoizmem i chorymi pobudkami. Musiałem też odkryć, że nie można zaniedbywać żony i dzieci, bo to jest chore i prędzej, czy później doprowadzi do zniszczenia i straty.

3. Zaniedbywanie zdrowia

Do 37 roku życia w ogóle nie zastanawiałem się nad swoim zdrowiem. Nie chorowałem i gdzieś tam podświadomie zakładałem, że nieważne jak będę żył i się odżywiał, zawsze będę zdrowy.

Wszystko zmieniło się 15 grudnia 2010 roku. Na chwilę wyskoczyłem z pracy do swojego lekarza rodzinnego, aby sprawdzić dlaczego boli mnie brzuch i dlaczego opuchł. Wynikiem tej wizyty był czterodniowy pobyt w szpitalu. Ból był tak silny, że nawet skarpetek nie byłem w stanie założyć. Podłączono mnie do kroplówki i robiono badania. Dwukrotnie szykowano mnie do operacji. Symptomy przypominały wyrostek robaczkowy i problemy z pachwiną, ale wyniki pokazały, że moje organy są zdrowe.

W końcu lekarze orzekli, że na tym etapie nie mogą jeszcze z całą pewnością stwierdzić co powoduje ból, ale prawdopodobnie mam problem z nerwobólami. Później okazało się, że nie radzę sobie ze stresem i właśnie w wyniku tego zapadłem na jakieś dziwne schorzenie psychosomatyczne.

Troszeczkę ponad trzy lata później znowu wylądowałem w szpitalu, tym razem na dłużej. Znowu ta sama diagnoza.

Przez całe życie lekceważyłem swoje zdrowie, aż mnie ono zatrzymało w miejscu i nauczyło ważnej życiowej lekcji:

Jeśli szkoda ci czasu na zatrzymywanie się, aby zregenerować się i zadbać o swoje zdrowie, to w pewnym momencie twoje zdrowie zatrzyma ciebie. Jeśli dzisiaj odbierasz swojemu ciału to, czego potrzebuje, to jutro ono może odebrać ci życie, którego pragniesz.

Życie osobiste moich znajomych zadrżało w posadach

W tym czasie nie tylko moje życie zadrżało w posadach, z różnych powodów zaczęło walić się również życie moich znajomych. Podziwiałem ich, byli ludźmi, którzy odnosili sukcesy i zakładałem, że zawsze będą żyć w taki sposób. Jednak ku mojemu zdziwieniu jednych powaliły długi; innych dzieci, które się przeciwko nim zbuntowały i odrzuciły ich; jeden z moich przyjaciół zmarł na zawał serca w wieku 40 lat; inny stracił świetną pracę, bo nie zrobił czegoś w terminie; ktoś inny wypalił się zawodowo i zrezygnował ze służby. Te przykłady mógłbym tutaj mnożyć.

Gdy zacząłem je analizować, okazało się, że każda z wymienionych powyżej osób miała pewne (ważne) dziedziny życia, które całymi latami zaniedbywała, ignorowała i bagatelizowała. „Nagle”, w zupełnie nieoczekiwanym, a najczęściej niepożądanym momencie te dziedziny uaktywniały się, atakowały i łamały życie człowieka.

Rozmyślając nad swoim życiem i nad życiem moich znajomych doszedłem do wniosku, że można nas wszystkich przyrównać do h o d o w c ó w  k r ó w.

Uświadomiłem sobie, że jestem hodowcą krów

Zwykle życie człowieka jest przez różnych specjalistów dzielone na osiem dziedzin:

  1. Życie duchowe.
  2. Życie rodzinne.
  3. Rozwój osobisty / Edukacja.
  4. Zdrowie / Rekreacja / Hobby.
  5. Praca zawodowa / Kariera.
  6. Działalność społeczna / Służba.
  7. Finanse / Posiadanie / Ofiarność.
  8. Relacje / Życie towarzyskie.

Każdą z tych dziedzin można przyrównać do krowy, która ma konkretne imię. Jedna nazywa się: Życie duchowe, inna: Rozwój osobisty i tak dalej. Zwykle człowiek karmi i troszczy się o swoje ulubione krowy. Są one takie piękne, utuczone, zdrowe – championy. Są powodem jego dumy, wszyscy go też za nie chwalą i gratulują mu. Takich przekarmionych krów człowiek ma dwie, albo trzy. Problem polega na tym, że każdy ma też dwie, lub trzy krowy, które zaniedbuje. W wyniku tego te krowy są zagłodzone, chude, chore i żałosne.

Przez pierwsze lata nie ma żadnego problemu. Hodowca żyje sobie spokojnie, tucząc swoje tłuste krowy i zaniedbując chude, aż nagle, w najmniej oczekiwanym i pożądanym przez niego momencie chude atakują, podgryzają gardła tłustym i zaczynają niszczyć jego życie. Tak się stało w moim przypadku. Miałem swoje tłuste krowy, były nimi rozwój duchowości, rozwój osobisty i praca zawodowa / służba. Poświęciłem się tym krowom bez reszty. Dbałem o nie, karmiłem je, planowałem ich rozwój. Cieszyły mnie niezmiernie. Ale w tym samym czasie miałem trzy krowy, które zaniedbywałem. Imię pierwszej to: Finanse, drugiej: Życie rodzinne, a trzeciej: Zdrowie. Po ukończeniu trzydziestego roku życia, co parę lat, jedna z moich chudych, zaniedbanych, bagatelizowanych i chorych krów atakowała. Całe moje życie zaczęło trząść się w posadach, aż w końcu wylądowałem w szpitalu i zatrzymałem się. Nie byłem w stanie dłużej ignorować problemu równowagi w moim życiu.

Człowiek może być olbrzymem w kilku sferach, ale jeśli jest karłem w innych, to jego karłowatość może z czasem rzucić tak wielki cień, że w tym cieniu poumiera wszystko, co przez wiele lat rozwijał z dużym trudem.

Kilka wniosków

Nauczyło mnie to kilku ważnych lekcji o życiu:

  • Po pierwsze, prawdziwy sukces to nie jest coś, co istnieje tylko w jednej sferze życia, a nie występuje w pozostałych.
  • Po drugie, choć dbanie o balans i równowagę w życiu nikomu nie przychodzi z łatwością, to na dłuższą metę jest kluczem do udanego i zwycięskiego życia.
  • Po trzecie, jeśli zajmujesz się tylko tym, co czujesz i co sprawia ci przyjemność, to możesz wykoleić swoje życie.

photo-1434210330765-8a00109fc773

Praktyczne zastosowanie

  1. Przyjrzyj się poniższej liście sfer życiowych i zapisz, w których sobie dobrze radzisz (twoje „tłuste krowy”), a które zaniedbujesz (twoje „chude krowy”)

– Życie duchowe.
– Życie rodzinne.
– Rozwój osobisty / Edukacja.
– Praca zawodowa / Kariera.
– Zdrowie / Rekreacja / Hobby.
– Działalność społeczna / Służba.
– Finanse / Posiadanie / Ofiarność.
– Relacje / Życie towarzyskie.

  1. Czego cię to uczy o twoim życiu? Jakie wnioski powinieneś wyciągnąć?
  2. Jakie zmiany powinieneś wprowadzić do swojego życia?

Photo credit: unsplash.comLechon Kirb

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>