W poczekalni?


Ostatnio napisałam wpis o tym, że warto oczekiwać na to, co najlepsze – na to, co Bóg ma dla nas i co jest wymarzone. Dzisiaj chcę poruszyć temat jakości życia codziennego, czyli jak żyć w drodze do miejsc, do których zmierzamy, jak czekać na realizację naszych celów, pragnień i zamiarów.

Realizacja naszych dążeń i marzeń jest ekscytująca. Sama myśl o ich urzeczywistnieniu napawa nas optymizmem i radością. Potrzebujemy jednak nauczyć się funkcjonowania w codziennym życiu, mając wielkie oczekiwania związane z przyszłością. Zazwyczaj jest pewien czas pomiędzy zrodzeniem marzeń, a ich spełnieniem. I co się dzieje w tzw. „między czasie”? Co jeśli ich spełnienie zajmie nam dziesięć czy dwadzieścia lat? Czy ten czas ma być tylko przeczekaniem aż coś się wydarzy? Czy pomiędzy osiąganiem poszczególnych celów i marzeń jesteśmy skazani na nudę i trud? Czy życie to jedna wielka poczekalnia? Czy radość życia to tylko chwile, a pomiędzy zostaje nam szara codzienność? Skąd w takim razie czerpać spełnienie? Są to ważne i złożone pytania. Nie twierdzę, że znam wszystkie odpowiedzi na nie. Poniżej mogę jedynie zaoferować niektóre przemyślenia.

Na pewno, tak jak ja, spotkałeś w swoim życiu ludzi, którzy twierdzili, że jeśli tylko: pójdą do szkoły, skończą szkołę, wyjdą za mąż, ożenią się, będą mieli mieszkanie, zdobędą wymarzoną pracę, zaoszczędzą trochę pieniędzy, będą mieli dziecko, kupią fajny samochód, będą sławni, będą w służbie dla Boga, wydadzą książkę, spłacą długi, itd.… (ta lista jest nieskończona) – wtedy będą w końcu szczęśliwi i spełnieni życiowo. Zwykle okazuje się, że po pewnym czasie uzyskują to, czego tak bardzo pragnęli, jednak często okazuje się, że satysfakcja i spełnienie płynące z realizacji danego celu jest chwilowe i nagle na horyzoncie pojawia się następny cel, który nęci obietnicą spełnienia. Nie zastanawiając się zbyt długo ludzie ci kierują swój wzrok na ten cel i wyruszają w następną podróż ku spełnieniu. Myślę, że nie tylko znamy takie osoby, ale często sami tak postępujemy.

Myślę, że dzieje się tak dlatego, że szukamy spełnienia i życia „z zewnątrz do wewnątrz”, czekamy aż coś lub ktoś przyjdzie i napełni nasze życie, i tak się dzieje, ale są to sporadyczne przypadki. Takie chwile są jak „kubki wody” podane spragnionemu. Ale możliwe jest również życie z przepełnionym sercem, które może stać się źródłem spełnienia.

Jezus Chrystus powiedział:

Kto wierzy we mnie, jak powiada Pismo, z wnętrza jego popłyną rzeki wody żywej.

Ewangelia Jana 7:38

Wierzę, że w związku z tym należy zwrócić uwagę przede wszystkim na swoje wewnętrzne życie (na swoje serce). To jakość naszego wewnętrznego życia sprawia, że jesteśmy szczęśliwymi lub nie. To, co się dzieje w nas, chociaż nie jest widoczne gołym okiem, ma wielki wpływ na to, czy czujemy się spełnieni. Często nie mamy wpływu na wiele rzeczy, ale na pewno mamy wpływ na nasz wewnętrzny świat.

Salomon, przez wielu uważany za najmądrzejszego człowieka na Ziemi powiedział:

Czujniej niż wszystkiego innego, strzeż swego serca, bo z niego tryska źródło życia!

Przypowieści Salomona 4:23

W pogodni za spełnieniem i sukcesem tak wiele czasu i energii poświęcamy na zdobywanie tego, co „poza nami”, podczas gdy mądrość wskazuje nam, że powinniśmy zająć się najpierw naszym sercem, gdyż z niego wypływa prawdziwe życie. Wymaga to codziennego pielęgnowania naszego serca.

Nasze serce można również porównać do ogrodu. Moi rodzice mają ogródek, który tato uważnie zaplanował, przekopał, zrobił równiutkie grządki i zasadził różnego rodzaju warzywa. W pierwszym tygodniu ogród wyglądał czyściutko i pięknie, ale w miarę upływu czasu zaczął zarastać chwastami (swoją drogą, to bardzo ciekawe, że chwasty wychodzą same, bez zasadzania i rosną znacznie szybciej niż potrzebne rośliny…). Gdyby ogródek został pozostawiony samemu sobie, na pewno zasadzone warzywa byłyby stłumione przez niepożądane chwasty.  Gdy natomiast pielęgnuje się go, plewi, podlewa i oczyszcza, w odpowiednim sezonie ogród przynosi piękne i smaczne warzywa – innymi słowy funkcjonuje według swojego przeznaczenia.

Pan Bóg powiedział, że gdy przyjdziemy do Niego, wówczas da nam nowe, wrażliwe serca, czyste i piękne. Jednak, gdy nie będziemy pielęgnować naszego serca, wtedy troski, problemy i grzech stłumią to, co cenne i wartościowe – prawdę na temat tego, co mówi Bóg o sobie samym, o nas i o innych.

Jak możemy w takim razie strzec serca? Wierzę, że dzieje się to przede wszystkim poprzez pielęgnowanie naszej relacji z Tym, który sam jest Życiem, a następnie poprzez nasze codzienne wybory i decyzje. To małe, codzienne decyzje w znacznym stopniu rzutują na to, czy będziemy szczęśliwi i jaka będzie jakość naszego życia każdego dnia, bez względu na to jakie cele i marzenia jeszcze są przed nami.

in the waiting roomZawsze będziemy w podróży mając na horyzoncie realizację następnego celu czy marzenia, ważnym jest jednak, abyśmy nie pogardzali codziennością i nie zapominali cieszyć się życiem w drodze do spełnienia. Podróż może przynieść nam tyle radości, co samo dotarcie do celu.

Photo credit: Christoph van der Bij

3 odpowiedzi na „W poczekalni?

  1. Andrzej Mytych pisze:

    Cieszę się Bożena, że podzieliłaś się swoimi myślami na temat życia w oczekiwaniu na realizację marzenia. Myślę, że wielką sztuką jest umiejętność realizacji marzeń i życie zgodne z naszymi pasjami, ale równie ważnym jest nauczyć się żyć w „między czasie” i dzisiaj cieszyć się życiem.

    Ważnym jest, aby nauczyć się żyć w perspektywie przyszłości, ale musimy przy tym pamiętać, że żyć możemy tylko w dniu dzisiejszym. Wielką sztuką jest pragnąć i dążyć do rzeczy większych, ale przy tym być Bogu wdzięcznym za to co ma się obecnie i umieć odnajdywać radość i zadowolenie w swojej codzienności.

    Podobają mi się również Twoje myśli na temat życia ”od wewnątrz do zewnątrz”, a nie na odwrót…

  2. Joanna KK pisze:

    Ja również jestem zainspirowana stwierdzeniem, że powinniśmy żyć „od wewnątrz na zewnątrz”.

    Nasze wnętrze, nasze serce jest bardzo ważne. Musimy je pielęgnować – plewić, oczyszczać z tego co nie pozwala nam wzrastać.

    Dopuszczając do swojego wnętrza zbyt wiele rzeczy tworzymy z niego tzw. „śmietnik”. Tracimy Bożą perspektywę. Stwierdzenie „od przybytku głowa nie boli” nie jest prawdziwe. Musimy wiedzieć, co jest dla nas ważne, według czego (jakich wartości) chcemy żyć i pielęgnować naszą wizję. To droga wyborów, jakie musimy podejmować każdego dnia.

    Życie zgodne z zasadą serca – to nie poddawanie się presji otaczającego nas świata, to nie uleganie stereotypom. To żywa relacja z Bogiem i podążanie za Nim. To poznanie swojej wartości i celu dla swojego życia w Nim, i przekładanie tego na swoje „zewnętrze”:).

  3. Bożena P pisze:

    Dzięki za wasze cenne przemyślenia. Myślę że życie z poziomu serca jest kluczem do spełnionego życia bez względu na okoliczności.

    Nasze serce to gleba na której wyrośnie to co tam zasadzimy i będziemy pielęgnować, sadzimy tam różnego rodzaju myśli i przekonania które po jakimś czasie kiełkują i wychodzą ” na zewnątrz” w postaci zachowań, tych przynoszących dobre owoce lub nie w zależności od tego co zasialiśmy.

    Ale wierzę że siła do odpowiednich wyborów pochodzi od Boga, sam fakt że chcemy wybierać dobre rzeczy wynika z życia i relacji z Nim, w świadomości że nasze serce to ” Jego dom”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>