Nauczyć się żyć ze słoniem w małym mieszkanku


W listopadzie odwiozłem mojego syna, Szymona, do szpitala. Miał mocne bóle głowy, wymiotował, pojawił się światłowstręt. W ogóle nie otwierał oczu. W szpitalu zrobiono mu badania, podłączono do kroplówki, dożylnie podawano mu leki.

Następnego dnia obudziłem się zaskoczony, że na mojej klatce piersiowej siedzi słoń. Nie mogłem oddychać, dusiłem się. Otworzyłem swoje oczy, patrzę, a na mojej piersi siedzi choroba mojego dziecka. Sparaliżowała mnie. Nie mogłem się ruszać.

Jakoś się podniosłem, przeciskając między słoniem, a ścianą. Ciężko było, bo ciasno jak diabli. Człowiek obija się o meble i drzwi w swoim własnym domu. Jakoś się ogarnąłem, aby choć trochę zająć się dziećmi. Byłem też w szpitalu, u Szymka i żony, która mu towarzyszyła. Trzy dni siedziałem bez ruchu na fotelu w dużym pokoju i czekałem na wyniki badań. Co powie tomografia i rezonans? Czekałem na werdykt, aby dowiedzieć się, w jakim kierunku potoczy się teraz nasze życie. Burza przeszła bokiem.

Życiowa lekcja

Poważna choroba w rodzinie jest jak życie ze słoniem w M2.

Tego nikt nie zrozumie, dopóki sam tego nie doświadczy

Aby zrozumieć, co znaczy żyć ze słoniem w M2, trzeba z nim najpierw przez parę lat pomieszkać. Są choroby, które przychodzą i szybko odchodzą, ale są też takie, jak olbrzymie słonie, które pojawiają się w naszym domu i pozostają w nim, czasami na bardzo długie lata. Są to choroby, albo ich konsekwencje, jak słonie. Czasami tak sobie stoją nieruchomo, czasami poruszają się, tratując, niszcząc i przygniatając, nikogo nie przepraszając.

Słoniowi nie można pozwolić zawładnąć całym naszym światem

Słoń jest tak duży, że łatwo mu zawładnąć naszym życiem. Przede wszystkim możemy zacząć myśleć, że nasze życie dzieli się na dwa okresy: przed słoniem i po słoniu. Z czasem możemy nawet dojść do tragicznego wniosku, że słoń jest naszym życiem i wszystko mu podporządkować, ale w ten sposób słonia będziemy tuczyć, a siebie wykańczać.

Nawet ze słoniem można nauczyć się żyć. Wciąż są przecież rzeczy, za które możemy być wdzięczni; osoby, które możemy kochać; pasje, które możemy pielęgnować (może nie w takim stopniu, jak w okresie przed słoniem, ale ciągle…) Ze słoniem można i trzeba walczyć o życiową przestrzeń i czas! Nie można pozwolić mu, aby właził gdziekolwiek mu się chce; aby niszczył, demolował, zżerał, zastraszał, odbierał wiarę i nadzieję.

Słoniowi nie można pozwolić przysłonić świat i zasłonić Boga

Gdy staniemy bardzo blisko słonia, to prócz niego nic nie będziemy w stanie widzieć. Taka też jest poważna choroba, lub jej konsekwencje – może zasłonić i przyćmić wszystko – życie, świat, marzenia, Boga – to wszystko, co ma wartość i naprawdę się liczy.

Gdy do źrenicy oka przybliży się dwuzłotówkę, to nawet słońce zasłoni. Dlatego ważne jest, aby dbać o właściwą perspektywę. Musimy odsuwać się od słonia, aby nie patrzeć na wszystko poprzez jego pryzmat.

Ze słoniem należy nauczyć się żyć, ale nie wolno pogodzić się z jego istnieniem

elephant-1188444

To jest trudna sprawa, paradoks. Jak można nauczyć się żyć ze słoniem, ale nie pogodzić się z jego istnieniem? Według mnie z chorobą trzeba nauczyć się żyć, ale w tym samym czasie nie można jej zaakceptować i trzeba z nią walczyć. Mamy tylko jedno życie i wierzę, że powinniśmy starać się przeżyć je jak najlepiej. Życie jest darem, choć niełatwo jest żyć. Kocham róże, choć mają kolce.

Możemy przejść tylko swoją drogą. Czasami biegnie ona przez okolice, przez które nie ma się ochoty iść, ale nie ma się też wyboru. Wierzę w wybór, ale wiem, że czasami cały nasz wybór sprowadza się tylko do decyzji: Iść dalej, czy też poddać się? W takich chwilach nie możemy skręcić ani w prawo, ani w lewo. Możemy tylko iść do przodu, najlepiej jak potrafimy w takich okolicznościach, albo zatrzymać się i poddać. Czasami po prostu trzeba iść do przodu, najlepiej jak potrafimy, wiedząc, że to wszystko nie będzie trwało wiecznie. Krok za krokiem, godzina po godzinie, dzień po dniu, nie zamartwiając się zbytnio tym, co będzie później. Nie główkując. Dosyć ma dzień swojego utrapienia.

Prócz tego zawsze jest coś, co można zrobić. Nawet jak się nic nie da, można wierzyć i się modlić. Wszystko jest możliwe dla wierzącego. I nawet jeśli rzeczy się zawalą, to będziemy wiedzieli, że zrobiliśmy to wszystko, co powinniśmy zrobić.

Nie wolno pozwolić słoniowi, aby wygrał

Poważna choroba może z nami wygrać na wiele różnych sposobów:

  • możemy przestać starać się robić to, co należy,
  • możemy się poddać,
  • możemy stracić wiarę,
  • możemy stracić nadzieję,
  • możemy zmienić się w gburów i zamknąć w sobie,
  • możemy przestać zajmować się tym, co ważne,
  • możemy stać się dla innych źródłem ich cierpienia.

Można pozwolić słoniowi, aby nauczył nas cennych rzeczy o życiu, a także, aby pomógł nam odkryć to, co najcenniejsze

Cierpienie nie jest dobre, ale może uczynić nas lepszymi ludźmi. Cierpienie może stać się nauczycielem, który nauczy nas ważnych prawd o życiu. Ogólnie rzecz biorąc życie staje się Mistrzem dla człowieka, który pragnie się od niego uczyć. Więc i od słonia można się wiele nauczyć.

Kiedyś w jakiejś gazecie czytałem o Ormianinie*, który zadzwonił do lokalnego radia, do mądrego redaktora, który prowadził popularną w tym kraju audycję i zapytał go:

– Jak mam żyć? Mamy tylko jedną izbę. W izbie mieszkam z żoną, sześciorgiem dzieci, kotem i psem, a ostatnio wprowadziła się jeszcze zrzędząca teściowa. Ruszyć się nie mogę, jakbym się nie obrócił, to o kogoś, albo o coś się potknę, teściowa gdera, depczę po kocie, albo psie, nigdy niczego nie mogę znaleźć. Czuję się tak, jakby zamknęli mnie w glinianym dzbanie, a w dodatku ktoś cały czas w ten dzban uderza kijem! Tragedia, jak my teraz mamy żyć? Zwariować można!

– Jak żyć? – w radiu na chwilę zapadło milczenie. – Pomoże wam jedna rzecz.

– Jaka? – z nadzieją w głosie zapytał Ormianin.

– Koza. Kupcie sobie kozę.

– Jak to, kozę? – wykrztusił zdezorientowany Ormianin.

– Ano kozę, musicie sobie kupić kozę.

– No i co mamy zrobić z tą kozą?

– Zamieszkajcie z nią. Koza wam pomoże. A po tygodniu niech pan ponownie zadzwoni do programu.

Po tygodniu Ormianin dzwoni do radia:

– I co? – pyta redaktor. – Jak życie w waszej izbie?

– Tragedia – powiedział zdenerwowany Ormianin. – To była chyba najgorsza rada jaką mogłem otrzymać. Dziwię się, że byłem taki głupi, że pana posłuchałem. Nasze życie zamieniło się w piekło. Wszyscy w domu są na mnie wściekli, teściowa leje mnie starym sandałem, najmłodsze dziecko ciągle jeździ na kozie, koza bodzie mnie rogami i zżera mi jedzenie z talerza, muszę sprzątać jej bobki i do tego sam cuchnę jak koza, moja żona cały czas mnie przegania.

– Gotowy na następną radę?

– Następną? – jęknął Ormianin.

– Tak, następną. Niech pan teraz sprzeda kozę.

– Jak to?

– Tak, niech pan ją sprzeda i za tydzień zadzwoni do naszego programu.

Po tygodniu Ormianin dzwoni do radia.

– I co? – pyta redaktor. – Jak życie w waszej izbie?

– Panie redaktorze, nie uwierzy pan, jaka przestronna jest nasza izba. Po sprzedaniu kozy okazało się, że mamy strasznie dużo przestrzeni. Wszystko ma swoje miejsce, teściowa to porządna kobieta, a ja nie cuchnę kozą. Tak to można żyć!

– No widzi pan. Cieszę się, że tak świetnie żyje się w waszej izbie!

Choroba jest jak ta koza, która pojawia się w naszej izbie. Często, gdy zaczynamy z nią żyć, to zmieniamy swoją perspektywę na życie. Zaczynamy też sobie wtedy uświadamiać, co jest ważne, a co zupełnie bez znaczenia.

Nasz słoń pomaga nam zrozumieć, że jest wielu ludzi, którzy męczą się ze swoimi słoniami

Wcale nie chodzi o to, że wcześniej o tym nie wiedzieliśmy, chodzi o to, że teraz zaczynamy tych ludzi d o s t r z e g a ć. Wokół nas jest wiele osób, które na co dzień męczą się z wielkimi słoniami. Gdy ta sytuacja ciągnie się latami, często w ich życiu jest niewiele osób, które pomagają im nieść to brzemię. Czasami małe akty dobroci mają dla nich olbrzymie znaczenie. Na przykład część z nich latami nie miała z kim szczerze porozmawiać o swoim słoniu i o tym całym bólu, który gromadził się w ich duszy. Jeśli sam żyjesz, lub żyłeś ze słoniem, to jesteś świetnym kandydatem na rozmówcę.

Zastanów się

  • Czy w waszej rodzinie doświadczyliście poważnej choroby i jej konsekwencji? Jaki wpływ wywarła na wasz dom?
  • Czy w tej chwili w waszym domu mieszka słoń? Jeśli tak, to jak sobie z nim radzicie?
  • Jeśli masz jakieś doświadczenia ze słoniami, to czego możesz się z tych doświadczeń nauczyć?
  • Czy znasz rodziny, które żyją ze słoniem? Czy możesz coś dla nich zrobić?

Photo credit:Barbara Schneider, pl.freeimages.com

* Niestety nie znam źródła tej opowieści.

4 odpowiedzi na „Nauczyć się żyć ze słoniem w małym mieszkanku

  1. Grażyna pisze:

    Dziękuję za to podsumowanie. To prawda, że wiele osób, rodzin żyje z chorobą i nawet nie mają nikogo z kim mogliby o tym porozmawiać. Też byliśmy i jesteśmy w takim miejscu. Choroba dziecka od urodzenia, szpitale kliniki, operacje, ciągły monitoring choroby. Po ludzku nieuleczalne, bo to wada wrodzona, oczekiwanie na cud, modlitwa i tak już 23 lata:) Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam, szczególnie Szymonka…

  2. Maria Micek pisze:

    Dziękuję to była odpowiedz na moją modlitwę ! Chwała Panu!!!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>