Jak sobie radzić z bólem?


Gdy w marcu jechałem samochodem do Zielonej Góry, aby poprowadzić tam sesję coachingową, miałem włączone radio. W pewnym momencie spokojny głos przemówił:

– Tę audycję poświęcamy rakowi.  Rak jest chorobą cywilizacyjną, która obecnie się nasila. Nikt nie chce słuchać, ani rozmawiać na ten temat, ale w naszym kraju chyba nie ma ani jednej rodziny, która nie byłaby tak, czy inaczej dotknięta przez tę chorobę.

Natychmiast zmieniłem kanał radiowy. Ten człowiek powiedział: „Nikt nie chce słuchać, ani rozmawiać na temat raka” – ja z pewnością nie byłem wyjątkiem.

Na raka zmarł mój ojciec. Natomiast w ciągu ubiegłego roku rak zabił mojego ulubionego ucznia, a także sąsiada, z którym wiele lat się przyjaźniłem. Wszyscy oni cierpieli z powodu nowotworów złośliwych.

Niestety kilka tygodni później, na początku kwietnia zdiagnozowano u mojego ośmioletniego syna nowotwór złośliwy mózgu. Guz miał dwa centymetry – Germinoma, nowotwór szyszynki. Szymon został samolotem przewieziony do Warszawy i rozpoczęto jego leczenie w Centrum Zdrowia Dziecka.

Doświadczanie bólu

Do szpitala, w którym leżał mój syn dotarłem dobę później. Na sali, na oddziale neurochirurgii, na której po zabiegu wstawienia zastawki do mózgu położono Szymona, para rodziców opiekowała się niepełnosprawnym od urodzenia dzieckiem. W pewnym momencie ojciec odwrócił się do mnie i powiedział:

– Dopóki człowiek nie trafi do takiego miejsca jak to, nic nie wie o bólu. Aby coś wiedzieć o bólu emocjonalnym, najpierw należy zacząć go odczuwać nie na wysokości serca, ale w głębi swojego brzucha. Gdy ból emocjonalny przeszywa twój brzuch i zgina cię w pół, to dopiero wtedy zaczynasz odczuwać cierpienie.

Choroba naszego syna – kontynuował – trwa już od dziesięciu lat. Taki się urodził. To jest już chyba nasz trzydziesty pierwszy, albo trzydziesty drugi przyjazd do Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Gdy człowiek trafia do takiego miejsca jak to, zaczyna zadawać sobie naprawdę głębokie, filozoficzne, egzystencjalne pytania. Zaczyna też patrzeć na swoje życie z zupełnie innej niż dotychczasowo perspektywy. Jest zmuszony, do przewartościowania swojego życia i poglądów.

Jak sobie radzić z bólem?

Nigdy w życiu nie doświadczyłem takiego bólu, jak wtedy w Warszawie. Czymś zupełnie innym jest, gdy taka choroba dotyka dorosłego, a zupełnie inaczej, gdy dotyka niewinne dziecko, które nie miało szansy zakosztować życia. Taka sytuacja może każdemu rodzicowi złamać serce w ciągu chwili. Było jednak kilka rzeczy, które pomagały i pomagają mi radzić sobie z całą tą sytuacją.

1. Zwróciłem się do Boga

Jak trwoga to do Boga.

Przysłowie Polskie

Nie potrafię sobie wyobrazić jak takie sytuacje można przechodzić bez Boga i modlitwy.

W każdym kryzysie – w chorobie nowotworowej, po utracie pracy, podczas rozwodu, gdy dziecko odrzuca nasze wartości albo straciliśmy przyjaciela – mamy możliwość biec do Boga w naszym bólu albo możemy zdecydować się od Niego uciekać. Szukając Boga w naszym cierpieniu, zamiast od niego uciekać, możemy osobiście doświadczyć Jego pocieszenia. Szukanie Boga nie sprawia, że ból mija albo, że trudny problem sam się rozwiązuje, ale nadaje naszemu cierpieniu znaczenie.

Kay Warren

To, co nas spotkało było straszne, jednak podjęliśmy decyzję, że zwrócimy się do Boga.

Bóg jest moim schronieniem

Wysłuchaj, Boże, błagania mojego, zważ na modlitwę moją! Z krańców ziemi wołam do Ciebie w słabości serca: Wprowadź mnie na skałę wyższą ode mnie! Ty bowiem jesteś schronieniem moim, wieżą obronną przeciwko wrogowi. Chciałbym mieszkać w namiocie Twoim wiecznie, schronić się pod ochroną Twoich skrzydeł. Sela.

Psalm 61:2-5

W czasie życiowych burz mogę ukrywać się w Bogu. On jest moim schronieniem. W Nim szukam bezpieczeństwa, uspokojenia, pogodzenia i odpocznienia.

Bóg jest źródłem mojego spokoju i Wszechpotężnym Władcą, którego mogę poprosić o wszystko

Nie troszczcie się o nic, ale we wszystkim w modlitwie i błaganiach z dziękczynieniem powierzcie prośby wasze Bogu. A pokój Boży, który przewyższa wszelki rozum, strzec będzie serc waszych i myśli waszych w Chrystusie Jezusie.

Filipian 4:6-7

Bóg jest większy niż każdy problem. On może wszystko. Prócz tego nakazał nam zwracać się do Niego z prośbą o pomoc.

2. Zwróciłem się do Pisma Świętego

Pismo Święte jest źródłem pocieszenia i inspiracją do modlitwy.

Zakon Pana jest doskonały, pokrzepia duszę, świadectwo Pana jest wierne, uczy prostaczka mądrości. Rozkazy Pana są słuszne, rozweselają serce, przykazanie Pana jest jasne, oświeca oczy.

Psalm 19:8-9

3. Zacząłem prowadzić dziennik

Prowadzenie pamiętników i dzienników może mieć wymiar terapeutyczny. Tak z pewnością było w moim przypadku. Pisanie mnie uspokaja. Nie zawsze to, co piszę ma sens, ale samo pisanie ma dla mnie duży sens, bo wnosi do mojego serca dużo pokoju i równowagi emocjonalno-psychicznej. Pozwala mi też wyrazić różne emocje.

Na początku notowałem swoje myśli w brulionie, ale potem przestawiłem się na prowadzenie strony Facebookowej Szymonek Mytych – Dziennik Ojca.

Dzięki temu, że publikowałem  dziennik on-line moi znajomi mogli na bieżąco śledzić rozwój sytuacji, ja zaś nie musiałem wykonywać aż tyle telefonów i mogłem komunikować się z ludźmi za pomocą krótkich wiadomości tekstowych i komentarzy pod wpisami.

Z pewnością pisanie nie jest dla każdego, a już na pewno nie każdy chciałby publikować swój dziennik on-line, natomiast w tym przypadku to miało duży sens.

4. Otworzyłem się na to, aby przyjąć wsparcie i pomoc

Przez pierwsze siedem dni po zdiagnozowaniu u mojego syna nowotwora złośliwego byłem w szoku. Nie chciałem z nikim rozmawiać. Nie odbierałem żadnych telefonów. Nie odpisywałem na żadne SMS-y, ani inne komunikaty na SKYPE, czy też na Facebooku. Nie chciałem przyjąć żadnych pieniędzy, które mi ofiarowywano, ani jakiejkolwiek innej pomocy. „Zawiesiłem się”.

Ale potem, gdy trochę ochłonąłem, pomyślałem: „To jest bez sensu. Muszę się otworzyć”.

Nie mogę jak ślimak zamykać się w swojej skorupce

Choć tego w ogóle nie czułem, otworzyłem się na swoich przyjaciół i znajomych. Zacząłem się z nimi komunikować w rozmaity sposób i czytać wszystkie wiadomości, które do mnie wysyłali.

Jest czas na to, aby opłakiwać straty spowodowane nieszczęściami i na jakiś czas zamknąć się w sobie, ale człowiekowi nie wolno ukrywać się zbyt długo przed ludźmi i życiem w swojej wewnętrznej skorupie.

Otworzyłem się na pomoc i wsparcie

Pomyślałem sobie: „Nie ma co się unosić swoją dumą. Jeśli ktoś chce mi pomóc, a ja i moja rodzina potrzebujemy pomocy, to czemu miałbym odrzucać oferowane wsparcie? Ja potrzebuję pomocy, a ludzie, którzy mi pomogą nie stracą. Bóg wszystko widzi i wynagradza”.

Życie dojrzałego człowieka i jego styl budowania relacji powinien zasadzać się na dawaniu i przyjmowaniu. Moi przyjaciele i znajomi chcieli mi pomóc. Podjąłem więc decyzję, że otworzę się na tę pomoc i przyjmę ją.

Czasami brzemię człowieka jest zbyt ciężkie, aby mógł je nieść sam

Dopiero gdy znalazłem się z moim synem w Centrum Zdrowia Dziecka uświadomiłem sobie, co może oznaczać zwrot: „Brzemię zbyt ciężkie do poniesienia”. Do tej pory z wszystkim emocjonalnie radziłem sobie sam, tutaj już nie. Potrzebowałem, aby ktoś poniósł przez pewien czas ze mną to brzemię.

Nawet Jezus kiedyś upadł pod brzemieniem, które zostało na niego nałożone i nie był w stanie tego brzemienia ponieść dalej o własnych siłach. Dlatego wyrwano z tłumu Szymona Cyrenejczyka i zmuszono go do niesienia przez jakiś czas krzyża Jezusa.

Jako rodzina mieliśmy szczęście, ponieważ wielu ludzi wspierało nas w tej podróży i niosło z nami nasze brzemię.

Dla odmiany mogłem obserwować na oddziale neurochirurgii jednego ojca, którego syn był po takim samym zabiegu i operacji jak u mojego Szymka. U jego dziecka zdiagnozowano również nowotwór złośliwy mózgu. Człowiek ten był zupełnie zagubiony i załamany. Czasami rozmawiał z żoną przez telefon, ale było widać, że nikt poza nią go nie wspiera i nie niesie tego brzemienia z nim. Nie umiał się w szpitalu pozbierać, a cała ta sytuacja najwyraźniej go przerastała.

To, co dotyczy wspólnoty, nie zawsze jest słodkie  czy łatwe. Wspólnota to braterstwo ludzi, którzy nie ukrywają swoich smutków i radości, lecz pokazują je wszystkim w nadziei, mówiąc: „Życie jest pełne zysków i strat, radości i smutków, wzlotów i upadków – ale nie musimy przeżywać ich w osamotnieniu. Chcę wypić swój kielich razem i w ten sposób świętować prawdę, że choć rany w życiu każdego z osobna są nie do wytrzymania, gdy przeżywamy je w przyjaźni jako cząstkę naszych wspólnych trosk, stają się źródłem uzdrowienia.

H. Nouwen: „Kielich Życia”, Kraków, Znak, 202, str. 49.

Zwróciłem się o pomoc do psychologa

Stwierdziłem, że choroba Szymona jest zbyt poważna, aby próbować towarzyszyć mu w tej podróży zdając się tylko na swoją intuicję. Na onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka pracuje doświadczona pani psycholog, do której poszedłem z moim synem i będę wraz z nim chodził z każdym pobytem w Warszawie na leczeniu, a potem na konsultacjach.

Zacząłem rozmawiać z innymi rodzicami dzieci chorych na nowotwory i czytać historie takich przypadków

Któregoś dnia czekając z Szymonem w kolejce do rezonansu magnetycznego, jakaś mama powiedziała mi, iż każdemu rodzicowi wydaje się, że chorobę nowotworową swojego dziecka przechodzi w unikalny sposób, choć tak naprawdę wszyscy rodzice przechodzą ją bardzo podobnie.

To, co mnie się wydarzyło jest nowe dla mnie, ale prawda jest taka, że przede mną doświadczyło już tego tysiące ludzi. Dlaczego więc nie miałbym skorzystać z ich przeżyć i mądrości, aby ułatwić sobie i mojej rodzinie tę drogę?

5. Podjąłem decyzję, że nie będę rozczulał się nad sobą

Świat nie kręci się wokół mnie, ani wokół mojego dziecka i jego choroby. Doświadczyliśmy nieszczęścia, ale trzeba w tym wszystkim odnaleźć się i żyć dalej, choć nie da się już żyć tak, jak wcześniej.

Jest czas, aby rozpaczać nad tym, co się wydarzyło, ale nigdy nie wolno pozwolić sobie na to, aby rozczulać się nad sobą.

Do czego sensownego i konstruktywnego prowadzi rozczulanie się nad sobą?

6. Podjąłem decyzję, że w jakiś sposób pomożemy innym ludziom, którzy cierpią i potrzebują pomocy

Tu nie chodzi o ciebie.

Rick Warren

Jeszcze nikomu nie pomogło skupianie się na własnym bólu, problemach i potrzebach.

Taka sytuacja jak ta, gdy zostaliśmy w naszym życiu zatrzymani przez chorobę syna, pomaga otworzyć oczy, uszy i serce na innych ludzi, i na sytuacje, o których wiemy, że są, ale nie chcemy ich dostrzegać.

7. Podjąłem decyzję, że pozwolę Bogu wykonać we mnie tę pracę, którą chce w tej sytuacji we mnie wykonać, aby uczynić mnie lepszym człowiekiem

Bóg wszystko obraca ku dobremu. Każdy ból, w rękach Boga może być wykorzystany jak narzędzie, przy pomocy którego staniemy się lepszymi ludźmi.

Zna bowiem drogę, którą postępuję; gdyby mnie wypróbował, wyszedłbym czysty jak złoto.

Joba 23:10

Próby, przez które przechodzimy mogą być bardzo trudne, ale owocem tego cierpienia może być „złoto”. Tak jak żelazo wytapia się w ogniu, tak też wartościowy charakter jest wytapiany w ogniu doświadczeń.

464258_10150643087335423_556230422_9444735_726892546_o

Sztuka życia polega mniej na eliminowaniu naszych problemów, a bardziej na rozwijaniu się dzięki nim.

Bernard Baruch

Każde cierpienie, którego doświadczam jest szansą, dzięki której mogę stać się lepszym człowiekiem. Mogę tę szansę wykorzystać lub ją odrzucić.

Photo credit: Bożena Płaza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>