Archiwa tagu: służba

Gdy miałem żal do Boga

Czy glina może powiedzieć do tego, kto ją formuje: Co robisz?

Izajasza 45:9b

Ze względu na zawód, który wykonuję, w życiu spotkałem wielu ludzi, którzy mieli żal do Boga. Najczęściej ku temu były ważne powody, takie jak na przykład życiowe tragedie. W moim przypadku zdarzyło się raz, że miałem żal do Boga z głupiego powodu. U podstaw mojego bezsensownego żalu był mój perfekcjonizm dysfunkcjonalny.

Czytaj dalej  ›

Chrześcijański przywódco, czy wiesz, że jesteś Obietnicą?

dsc00310Ludzie ufają Ci, że…

Osoby zaangażowane w służbę, szczególnie przywódcy, są Obietnicą dla tych, na których oddziałują. Ludzie wierzą, że jest w nich Boża cząstka, że chodzą z Bogiem, że mają z Nim autentyczną więź, że słyszą Jego głos, że choć częściowo rozumieją Jego wolę, że idą i prowadzą we właściwym kierunku.

Czytaj dalej  ›

Przywództwo i ludzie

Gdy patrzę wstecz na swoją służbę i przywództwo, to muszę przyznać, że największe błędy, które popełniłem i nad którymi boleję, dotyczyły mojego podejścia do otaczających mnie ludzi. Za bardzo byłem pochłonięty s o b ą, realizacją s w o j e g o potencjału i s w o i c h zamysłów. Za mało zwracałem uwagę na innych. Nie byłem też dostatecznie wrażliwy. Byłem przekonany, że sukces przyjdzie do mojego życia dzięki ciężkiej pracy, wyrzeczeniom i poświęceniom. Jakże się myliłem! Oczywiście, aby odnieść sukces należy ciężko pracować, wyrzekać się różnych rzeczy i poświęcać się, ale rzeczy te nie są głównymi składnikami recepty na sukces. Ma ona elementy o wiele istotniejsze – należą do nich przede wszystkim dobra relacja z Bogiem i z ludźmi.

Prawdziwy sukces w służbie i w przywództwie jest przede wszystkim owocem dobrych relacji z Bogiem i z ludźmi.

Czytaj dalej  ›

Jak dowiedziałem się, że jestem głupcem, ale nie zrozumiałem przesłania

marcin_zamozny_2015W 1996 roku, gdy jeszcze prowadziłem amatorski teatr laki zostałem zaproszony na dziesięciodniowe szkolenie do Stanów Zjednoczonych. To była wspaniała przygoda i fascynujący czas. Z całej Ameryki zjechali się lalkarze, autorzy scenariuszy, brzuchomówcy, klauni i inni tego typu zapaleńcy oraz oryginały. Szkolenie odbywało się w dużym miasteczku akademickim. W ciągu dnia chodziłem na różnego rodzaju warsztaty, a wieczorem podziwiałem wspaniałe występy teatralne. Były niesamowite. Najbardziej zapadł mi w pamięci występ przy użyciu lalek fluorescencyjnych świecących w ciemności.

Któregoś wieczora jechałem na tylnym siedzeniu z dyrektorem służby chrześcijańskiej, która zorganizowała to szkolenie. Prowadził auto, obok niego siedział Brytyjczyk, ewangelista, który spędzał wiele czasu na przemawianiu w Afryce. Obydwoje byli około pięćdziesiątki i mówili o obciążeniu, jakim dla organizmu i zdrowia mogą być częste podróże i intensywna praca zawodowa. Rozmowa zeszła na odpoczynek. Okazało się, że obydwaj uwielbiają grę w golfa. Więc przez następne kilka minut z ożywieniem rozmawiali o uprawianiu tego sportu.

Miałem wtedy 23 lata. Moim jedynym zainteresowaniem i pasją było głoszenie Jezusa. Żyłem kazaniami, chrześcijańskim teatrem lalki i przemawianiem na ulicy. Gdy tak ich uważnie słuchałem pomyślałem sobie: Świat ginie bez Jezusa, a oni grają sobie w golfa? Przecież to nienormalne. Co to za niskie standardy życia i chrześcijaństwa?

Czytaj dalej  ›

Uczenie się dbania zarówno o siebie, jak i o innych

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! (Filipian 2:4 BT)

Gdy miałem 35 lat poczułem się jak pusty garnek z wypalonymi dziurami. Czułem się wykorzystany, zużyty, wypalony, wzgardzony, odrzucony.  Myślałem, że nie mam nic wartościowego, czym mógłbym się podzielić z innymi. Czułem się tak, jakbym zjeżdżał na bocznicę, aby utknąć wśród starych, wysłużonych, zardzewiałych i zniszczonych wagonów.

Jedną z przyczyn ku temu była moja dysfunkcja, z której nie zdawałem sobie wtedy sprawy. W tym czasie byłem nastawiony na to, aby pomagać, dawać i inwestować w innych, ale sam nie prosiłem o pomoc, nie mówiłem o tym, czego potrzebuję i nie eksponowałem się na to, aby ludzie mogli we mnie zainwestować. W rzeczywistości nie chciałem niczego przyjmować, nie szukałem pomocy, a jeśli już jej w czymś potrzebowałem, to byłem zbyt dumny, aby o nią poprosić. W wyniku tego wyjałowiłem się, czułem, że nic wartościowego nie mam już do dania, zacząłem się wypalać zawodowo. Miałem coraz mocniejsze przekonanie, że aby nadal móc dawać i pomagać, muszę zacząć coś przyjmować do swojego życia.

Czytaj dalej  ›

Czego nauczyło mnie o przywództwie prowadzenie amatorskiego teatru lalki?

Gdy Bóg mnie powołał, aby docierać do ludzi ze Słowem Bożym, zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób wystartować, od czego zacząć? Jak wyjść z biblijnym przesłaniem poza mury kościoła? Rok po nawróceniu zacząłem głosić w kościele, ale pragnąłem w jakiś sposób dotrzeć z przesłaniem do większej grupy ludzi – do tych, którzy potrzebują coś przyjąć od Boga, choć może nie są nawet tego świadomi.

Czytaj dalej  ›

Zatrzymuj się, aby zastanowić się co czyni Bóg i do czego zmierza

Jacek_Nobel_zatrzymaj_sie_1

Zrozumienie woli Bożej ma fundamentalne znaczenie dla naszego życia i wieczności.

W swoim słynnym Kazaniu na górze Pan Jezus powiedział:

Nie każdy, kto do mnie mówi: Panie, Panie, wejdzie do Królestwa Niebios; lecz tylko ten, kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie. W owym dniu wielu mi powie: Panie, Panie, czyż nie prorokowaliśmy w imieniu twoim i w imieniu twoim nie wypędzaliśmy demonów, i w imieniu twoim nie czyniliśmy wielu cudów? A wtedy im powiem: Nigdy was nie znałem. Idźcie precz ode mnie wy, którzy czynicie bezprawie. (Mt 7:21-23)

Zwróć uwagę na to, że Jezus nie potępił tych ludzi z powodu lenistwa, czy też życia w grzechu. Zarzucał im jedną podstawową rzecz – nie mieli zrozumienia Bożej woli. Później Pan Jezus rozwija swoją myśl opowiadając przypowieść o mądrym i głupim budowniczym:

Czytaj dalej  ›

Uczenie się przywództwa w kościele – rozmowa z Wojtkiem Włochem

559696_475224882543206_1817118506_n (2)

Andrzej Mytych: Mam dzisiaj przyjemność rozmawiać z Wojciechem Włochem. Jest on pastorem Kościoła Jezusa Chrystusa i przewodniczącym kolegium Kościoła Bożego w Polsce. Chciałbym wykorzystać tą możliwość i porozmawiać o przywództwie. Masz już ponad dwudziestoletnie doświadczenie w przywództwie, szczególnie w kościele. Powiedz mi, czym według Ciebie jest przywództwo i jaka jest jego rola w kościele?

Wojciech Włoch: Dla mnie jest tym, o czym mówi to słowo, przywództwo oznacza przewodzić. Ktoś, kto jest przywódcą wie dokąd idzie i wie dokąd chce poprowadzić ludzi. Czytaj dalej  ›

Czy twoja praca zawodowa to karuzela, czy też budowa?

Raz do roku, latem zatrzymuję się na kilka dni, aby poddać ocenie miniony rok, wyciągnąć wnioski i zaplanować kolejny. Jest to dla mnie bardzo ważny czas, na który czekam z wytęsknieniem. Zwykle okazuje się, że całkiem dużo udało mi się osiągnąć. W tym czasie odnajduję wewnętrzny pokój i równowagę ducha, a także siły na następny rok.

Jedno z ważnych pytań, które sobie w tym czasie zadaję brzmi:

Czy moja praca zawodowa to karuzela, czy też budowa?

Pytanie to jest dla mnie niezwykle istotne, ponieważ podjąłem świadomy wybór, że pracuję głównie po to, aby coś wybudować, więc ważnym dla mnie jest, aby moja praca zawodowa przypominała pracę na budowie, a nie przejażdżkę karuzelą.

Czytaj dalej  ›

Służba pastorska, Część 2 – wywiad z Mirosławem Szatkowskim

Andrzej Mytych:  Powiedziałeś mi jak żona może wspierać pastora w trudnych sytuacjach. Zadam Ci pytanie z drugiej strony. Powiedz mi, w jaki sposób pastor może wspierać swoją żonę? Czasami pastorstwo trwa dziesięcioleciami i wiąże się z wieloma wyzwaniami.

Mirosław Szatkowski: To jest trudne pytanie i wielkie wyzwanie.

Czytaj dalej  ›

Służba pastorska, Część 1 – wywiad z Mirosławem Szatkowskim

Andrzej Mytych: Mam dzisiaj przyjemność rozmawiać z Mirosławem Szatkowskim, pastorem kościoła „Centrum Ewangelii” w Głogowie. Ma on dwudziestoletnie doświadczenie w pracy pastorskiej. Postanowiłem zadać Ci parę pytań na temat pastorstwa. Powiedz, co dla Ciebie znaczy być dobrym pastorem?

Czytaj dalej  ›

Naszym przeznaczeniem jest być częścią większej całości

Jednym z moich ulubionych zagadnień jest temat przeznaczenia i celowości życia. Głęboko wierzę, że każdy z nas jest wyjątkowy, a życie to nie tylko szara egzystencja, która polega na wiązaniu końca z końcem. Jestem przekonana, że każdy ma na tej Ziemi zadania do wykonania, może wprowadzać pozytywne zmiany i w charakterystyczny dla siebie sposób wywierać wpływ na rzeczywistość.

Jestem pewna, że mamy indywidualne i unikatowe powołanie. Jednak z drugiej strony żyjemy w indywidualistycznej i humanistycznej kulturze, co powoduje, że jesteśmy narażeni na pewne niebezpieczeństwo. Możemy zacząć postrzegać siebie jako jednostki z kompleksem mesjanistycznym, skupieni jedynie na sobie i swoim zadaniu, postrzegający Boga i ludzi jako środki do wypełnienia życiowej misji. Dużo świeckiej literatury właśnie o tym traktuje. Różnego rodzaju „guru” wmawiają nam, że jesteśmy wszechmocni, ponadprzeciętnie utalentowani, a w związku z tym możemy wybić się, stać się sławnymi, bogatymi i wpływowymi ludźmi, polegając wyłącznie na własnym potencjale możemy zdobyć wszystko, czego tylko zapragniemy, innymi słowy – być pępkiem świata.

Warto spojrzeć na to zagadnienie z innej perspektywy.

Czytaj dalej  ›

John Daigle – Mężczyzna, który mnie „usynowił”

Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu…

1 Koryntian 4:15

W 1996 roku John Daigle zaproponował, abym przetłumaczył dla niego kilka podręczników. Stało się to  początkiem relacji, która przemieniła moje życie.

John w tym czasie był czterdziestoparoletnim Amerykaninem, który przyjechał do Polski jako pełnoetatowy misjonarz. Służył jako dyrektor administracyjny Instytutu Chrześcijańskiego w Europie Wschodniej, który był rozwijany i koordynowany przez MTEE. John zarządzał Szkołami Biblijnymi w 10 krajach.

Do tego czasu uzyskał szerokie doświadczenie w biznesie. Pracował dla dużych firm w Stanach Zjednoczonych, prowadził swoje własne wydawnictwo. Pracował też jako zarządzający pastor w jednym z kościołów w USA.

Z zamiłowania był mentorem. Regularnie wybierał sobie różnych mężczyzn, w których przez dłuższy okres czasu inwestował. Będąc na misjach miał kilku uczniów w różnych krajach.

Nasza znajomość stopniowo rozwijała się, aż w końcu John powołał mnie na swojego ucznia i „usynowił”. Trudno w kilku słowach opisać jego wpływ na moje życie, ale chciałbym wskazać na najważniejsze rzeczy: Czytaj dalej  ›