Radzenie sobie z emocjami poprzez prowadzenie dziennika

Gdy coś złego dzieje się dziecku, wyzwala to niesamowicie bolesne uczucia u rodzica. Gdy rok temu okazało się, że mój syn jest poważnie chory, byłem zdumiony tym, że jako mężczyzna mogę tak cierpieć. Czułem się tak, jakby zarwał mi się grunt pod nogami i jakbym trafił do zupełnie innego wymiaru. Rano, następnego dnia po zabiegu odbarczenia, który przeszedł mój syn byłem w całkowitym szoku. Jeszcze w nocy zadzwoniła moja siostra Ewa i powiedziała, że odwiezie mnie do Warszawy, a jej mąż Sylwester zabierze mojego starszego syna Tymoteusza do babci.

Nie potrafiłem się ogarnąć. Próbowałem jakoś nas spakować, ale nie byłem w stanie. Przez godzinę chodziłem otępiały po mieszkaniu, szukając skarpetek Tymka, ale nie udało mi się ich znaleźć (były oczywiście w szufladzie, w której zawsze leżą). W końcu zadzwoniłem do dziadków i powiedziałem, że nie potrafię Tymoteusza spakować. Poprosiłem, aby kupili mu ubranie. Chciałem coś jeszcze mówić, ale dostałem ataku histerii. Potem przyjechała moja siostra ze szwagrem. Pomogli mi ogarnąć kuchnię, usunęli jedzenie z lodówki i zmyli naczynia. Sylwek zabrał Tymka, a Ewa mnie i córkę do Warszawy. Po drodze zadzwoniłem do znajomego, aby kupił mi zestaw Lego, o który prosił Szymek zanim trafił do szpitala. Trudno było mi przeprowadzić tę rozmowę, ponieważ znowu dostałem ataku histerii. Do Szymka dotarłem o 23:00 w nocy. Ledwo się ruszał i bardzo cierpiał. Głowę miał ogoloną na łyso i zaklejoną opatrunkami.

Kolejne dni, tygodnie i miesiące były koszmarem na jawie. Najgorsze były dwa pierwsze tygodnie. W ogóle nie potrafiłem się ogarnąć. A do tego, jako że jestem osobą publiczną, często dzwonił mój telefon. Szczerze zaniepokojeni i zatroskani ludzie chcieli wiedzieć, co się dzieje i jak się czujemy. Ale jak mają czuć się ludzie, którym nagle ziemia zarwała się pod nogami? Nie byłem w stanie rozmawiać z moją rodziną i przyjaciółmi przez telefon, więc zdecydowałem się wszystko spisywać na stronie Facebookowej Szymonek Mytych, którą założyłem specjalnie dla nich. Strona jest mikroblogiem, który prowadziłem jako osobisty dziennik ojca, towarzyszącego onkologicznie choremu dziecku. Stworzyłem ją z myślą o członkach mojej rodziny i kilku przyjaciołach. Nie podejrzewałem, że wkrótce będzie miał tak wielu czytelników.

Wpisy do tego internetowego dziennika nie były zaplanowane. Treść powstawała spontanicznie. Po prostu na korytarzach, w windach, na salach szpitalnych, w hotelu, w środkach transportu, opisywałem to, co się w danym momencie działo, tak jak to postrzegałem. Teksty rodziły się z każdą kolejną godziną i z każdym kolejnym dniem. Opisywałem też swoje emocje. Z jakiegoś powodu ta spontaniczna pisanina miała dla mnie charakter terapeutyczny. Pisanie uspokajało mnie. Na początku pisałem, aby nie oszaleć i jakoś radzić sobie z całą tą sytuacją. Później pomagało mi ono zachować równowagę emocjonalną, szczególnie podczas dłużących się pobytów w szpitalu. Jako, że dziennik był publikowany on-line na stronie Facebook i blogu, pomagał mi komunikować się z rodziną i przyjaciółmi poprzez funkcję komentarzy, dzięki czemu nie musiałem rozmawiać z nimi osobiście przez telefon. Głos stawał mi wtedy w gardle.

W taki sposób powstał mój dziennik – jeden z tysięcy internetowych dzienników rodziców, którzy towarzyszą poważnie chorym dzieciom. Gdyby w przeszłości ktoś powiedział mi, że będę kiedyś prowadził taki blog, nie uwierzyłbym. Nie uwierzyłbym, że będę w stanie dzielić się publicznie tak szczerze intymnymi doświadczeniami, emocjami i przemyśleniami. Ale to jest właśnie fenomen tego typu dzienników on-line. Chyba żaden z rodziców tego nie planuje. To jakoś samo tak wychodzi.

Mój internetowy dziennik spotkał się z różnym przyjęciem. W większości pozytywnym, ale były również głosy negatywne. Niektórzy mówili, że jest to przesadny emocjonalny ekshibicjonizm, że takie rzeczy należy przeżywać tylko w gronie rodzinnym, albo lepiej zamknąć się w sobie, jak żółw i jakoś to po cichu przetrawić. Być może tak. Gdybym nie doświadczył tak trudnego przeżycia, to nie wiem, jak ustosunkowałbym się do takiego dziennika, ale tak się złożyło, że go stworzyłem. Jedno jest dla mnie pewne – pomógł mi przetrwać najtrudniejszy okres w moim życiu.

Jeśli przechodzisz przez trudny i przykry okres w swoim życiu, to może powinieneś rozważyć prowadzenie dziennika.

W trudnych chwilach wystarczy prowadzić dziennik dla samego siebie. Może on stać się ujściem dla mroku i bólu, który pojawił się w naszej duszy. Dla wielu pisanie dziennika było narzędziem wewnętrznego oczyszczenia i uzdrowienia.

  • Co myślisz na ten temat?
  • Czy czytałeś jakieś dzienniki tego typu? Czy możesz jakieś polecić?
  • Czy sam prowadzisz dziennik? Dlaczego?
  • Czy prowadzisz dziennik on-line?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>