Ulf Ekman i temat odpowiedzialności przywódcy


W ciągu ostatnich tygodni dość dużo wzburzenia, sporów i pytań wywołała decyzja Ulfa Ekmana, europejskiej ikony ruchu charyzmatycznego, o przejściu do kościoła rzymsko-katolickiego.

Ulf Ekman ordynowany w 1979 w luterańskim Kościele Szwecji, po ukończeniu w 1983 szkoły Kennetha Hagina Rhema Bible Training Center w USA, założył w Szwecji kościół charyzmatyczny Livets Ord.

Służba Ulfa Ekmana jako pastora, nauczyciela i autora miała niezwykły zasięg i wpływ. Napisał wiele poczytnych książek, szkolił tysiące pastorów i liderów, działał misyjnie w Bangladeszu, Rosji, Armenii, Albanii, w Izraelu i w Indiach. Jego kościół był zaangażowany w zakładanie wspólnot w dużych miastach byłego Związku Sowieckiego.

9 marca 2014 Ulf Ekman ogłosił, że wraz z żoną Brigittą  zamierzają przejść na katolicyzm. Jego decyzja wywołała falę dyskusji w naszym kraju i zagranicą.

Pytanie o odpowiedzialność przywódcy

Obserwując dyskusje toczące się w internecie na temat wydarzenia z dnia 9 marca 2014 i osoby Ulfa Ekmana, a także widząc, jak chrześcijanie z różnych nurtów ranili siebie nawzajem w tych dyskusjach, zrodziło się u mnie pytanie odnośnie postawy i odpowiedzialności przywódcy.

Ulf Ekman był ikoną ruchu charyzmatycznego. Dla wielu był symbolem. Stworzył potężny ruch, tysiące ludzi poddało się jego wpływowi. Przez 30 lat był jednym z głównych autorytetów tego ruchu. W pewnym okresie zaczął jednak eksplorować nowe obszary, otwierać się na nowe doświadczenia i myśleć w zupełnie odmienny sposób. Podejmuje decyzję i poprzez swoją postawę komunikuje swoim naśladowcom:

Ja odkryłem coś, co jest niezwykle ważne dla mnie. Natomiast wy róbcie to, co uważacie za stosowne. To wasza sprawa.

Mam takie wrażenie, że wielu jego wcześniejszych zwolenników ma problem nie tyle z tym, że nawrócił się na katolicyzm, choć tego chyba w pełni nie rozumieją, ale że zostali zdradzeni i porzuceni przez człowieka, któremu ufali i wierzyli, za którym szli, i któremu poświęcili się.

To oczywiście rodzi pytania na temat odpowiedzialności.

Czy to, co przeżywa przywódca jest tylko i wyłącznie jego osobistą sprawą? Czy jest odpowiedzialny tylko za samego siebie?

Nie piszę tego wpisu, aby oceniać, czy też osądzać Ulfa Ekmana. Jestem zbyt daleko od tego tematu, poza tym nie mam do tego moralnego prawa. Przeczytałem większość jego książek i zawsze byłem pod olbrzymim wrażeniem niezwykłej pracy jaką on, wraz ze swoim kościołem wykonał na przełomie wieków w byłych krajach Związku Sowieckiego. Chciałbym jednak podzielić się kilkoma myślami, głównie pytaniami, dotyczącymi chrześcijańskiego przywództwa.

Wywieranie wpływu wiąże się z odpowiedzialnością

Oczywiście każdy człowiek ma prawo do podejmowania decyzji, problem jest tylko taki, że im ktoś ma wyższą pozycję, tym ma mniej wolności, a więcej odpowiedzialności. Im człowiek jest wyżej postawiony i cieszy się większym autorytetem, tym jego decyzje, zarówno te dobre, jak i złe mają większy wpływ na rzeczywistość.

Czymś innym jest uderzyć w jezioro kamieniem, a innym jest uderzyć pięciotonowym głazem. Czymś innym jest uderzyć w tłum pomidorami, a innym betonowymi filarami.

10299355_10203677849932558_398509041_nDr John C. Maxwell często uczył, że ludziom wydaje się, że im wyżej jest lider, tym ma więcej wolności. W rzeczywistości, im wyżej jest lider, tym ma mniej wolności, a więcej obowiązków i odpowiedzialności. Im przywódca jest wyżej, tym bardziej powinien zdawać sobie sprawę z wpływu, który wywiera na rzeczywistość.

Widzimy to w przypadku króla Dawida. Podczas jego rządów Izrael żył w pomyślności. Było to spowodowane jego mądrymi i prawymi decyzjami. Ale prawda jest też taka, że podjął kilka złych decyzji, w wyniku których straciło życie kilkadziesiąt tysięcy Żydów. On grzeszył, naród umierał.

Wszystko ma swoją cenę

Wielu pragnie większego wpływu, autorytetu i przywództwa, ale niewielu zastanawia się nad ceną, która jest z tym związana. Jednym z kosztów, który należy ponieść za sprawowanie ponadprzeciętnego liderstwa jest cena odpowiedzialności.

Odpowiedzialność nie myśli w kategoriach: „Czy mogę?”, ale: „Czy wolno mi?”, tzn. jaki wpływ będzie to miało na moich naśladowców i tych, na których oddziałuję? Właśnie to drugie pytanie dotyczy odpowiedzialności.

Istotne pytania

Historia Ulfa Ekmana stawia przede mną szereg pytań, które wydają mi się istotne, a odpowiedzi na nie wcale nie są łatwe:

  • Czy mam jako lider prawo do robienia tego, co chcę, bo tak jak każdy inny człowiek jestem tylko człowiekiem?
  • Czy mam jako lider prawo do robienia tego, co chcę, bo jestem liderem?

Czy jako lider jestem wolny, aby mieć:

–  dowolną postawę?

–  dowolne nauczanie?

–  dowolne postępowanie?

  • Jeśli przez całe życie przewodziłem ludźmi, którzy mi ufali i w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie prowadziłem ich tam, gdzie należy, to co w takim przypadku i w jaki sposób powinienem postąpić?

 Rózne spojrzenia na sprawę Ulfa Ekmana

  1. CnnNews.pl, Ulf Ekman wstąpi do Kościołą Katolickiego
  2. Marek Kamiński, Ulf Ekman i inne kataklizmy
  3. Andrzej Stiepanow, Ja też o Ulfie parę słów
  4. Janusz Szarzec, Katolizacja protestantów
  5. Fronda, Niesamowite świadectwo byłych protestantów o Kościele!

Photo credit: Ewa Połeć

Jedna odpowiedź na „Ulf Ekman i temat odpowiedzialności przywódcy

  1. jac1789 pisze:

    Uderzająco prosty a tak dosadny tekst na ten temat. Chyba najlepszy komentarz jaki czytałem na temat w necie. No właśnie. @Jeśli przez całe życie przewodziłem ludźmi, którzy
    mi ufali i w pewnym momencie uświadomiłem sobie, że nie prowadziłem ich tam,
    gdzie należy, to co w takim przypadku i w jaki sposób powinienem postąpić?@@@
    Trochę mi przypomina myśli Marka Ciesiółki wpisane na FB pod artykułem Andrzeja
    Stiepanowa choć tu wyrażone tak bezpośrednio (czy autor studiował języki
    klasyczne?, nie ironia a pochwała za zwięzłość i klarowność).

    No właśnie: decyzja Ekmana powinna zrodzić pytanie o przywództwo raczej niż być kolejnym głosem w konflikcie: „kto ma rację prawowierni czy schizmatycy”. Czytałem wiele artykułów. Na necie krążą też osobiste wypowiedzi Ekmana, też ludzi którzy go znali i byli blisko niego. Mnie ta cała sprawa kojarzy się z wspomnieniami Tonego Blaira, które czytałem jakiś czas temu. Uderzyło mnie podobieństwo. Jeden i drugi „przeszedł na
    emeryturę”. Jeden i drugi nosił się z zamiarem konwersji na katolicyzm od
    jakiegoś czasu, ale dopiero „emerytura” umożliwiła im upublicznienie
    decyzji. O ile w przypadku Blaira mogę to zrozumieć to w przypadku Ekmana nie.

    No bo czym jest przywództwo i w ogóle bycie liderem w kościele. Czyżby tylko PRACĄ?! Że tak można sobie na emeryturę i hop w kąpielówkach dać nura we własne hobby. Jeżeli to miało być pracą tylko, no to pogratulować Ekmanowi pracy zawodowej połączonej z barwną karierą, podróżami, wizytami, zdjęciami w gazetach. Praca wiąże się z zapłatą. Właśnie, kolejne pytanie pochodne od tego z artykułu. Kto finansował wszystko (w tym
    pracowników) przez te kilkadziesiąt lat? Pewnie nie Bóg, skoro przecież Ten
    czekał na drugim brzegu, aż owieczka dojrzeje i przepłynie przez rzekę
    podziałów i niezrozumienia. Chyba nie Bóg finansował skoro on z definicji nie
    finansuje podziałów, ani nie popiera nawet planów układanych z ciała
    („tak, tak, nie, nie” 2 Kor 1; 17). Kto w takim razie płacił za projekt, za podróże, za występy? Dziesięciodajcy? Piszę z ironią, bo wiadomo, że w kościele rzymskim nie płaci sie dziesięciny i dający być może w tym też popełnili błąd? Może mogli te pieniądze zachować dla siebie, rodziny, na samochód, wczasy… ?

    Nie-duchowe pytanie? Może warto zadać pytanie o pieniądze, bo te można przynajmniej policzyć? Niestety nie da sie przeliczyć tych kilkudziesięciu lat, najczęściej kluczowych lat
    życia wszystkich tych „oddolnie” wpierających projekt. Tysięcy ludzi,
    którzy wybierali pracę wolantaryjną, zamiast iść na studia czy robić własną
    karierę angażowali się w wyjazdy, misje, ewangelizację i wierzyli, że robią to
    dla Boga. A co można powiedzieć o tych którzy odchodzili od wierzeń kościoła
    rzymskiego właśnie dla projektu. No bo przecież byli u źródła i ktoś im
    namącił. Kto za to zapłaci? Jeżeli to była tylko praca, to trzeba zapłacić. (Jakub 5; 4)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>