Sukces w służbie – wywiad z pastorem Mariuszem Muszczyńskim

Andrzej Mytych: Dzisiejsze czasy są pełne wyzwań. Jak wpleść służbę pomiędzy te wszystkie wyzwania i presję, która związana jest z czasem, pieniędzmi, edukacją dzieci? Jakie jest miejsce służby w dzisiejszym świecie?

Mariusz Muszczyński: Możemy mówić o dwóch różnych poziomach służby w kościele. Są tzw. zawodowcy, ludzie, którzy pracują na pełny etat w kościele. Jestem jedną z takich osób. Ale jest również służba w pojęciu szerszym, która dotyczy każdego chrześcijanina, bez względu na to czym się w życiu zajmuje. Służba jest dla każdego, kto naśladuje Chrystusa.

Służyć Chrystusowi – być w służbie – nie koniecznie oznacza bycie człowiekiem bardzo zajętym, zabieganym. Często ciągnie się za nami takie spojrzenie na służbę, stereotyp mówiący, że osoba służąca Bogu i angażująca się w służbę w kościele musi być zabiegana. W moim odczuciu jest to nieprawdziwe i często zgubne.

Zajmujemy się w życiu wieloma rzeczami i myślę, że należałoby służbę potraktować jako część naszego życia, tzn. wpleść ją w nasze normalne życie zawodowe, społeczne, rodzinne.

Być może zbyt często w przeszłości służba była kojarzona bardziej ze starotestamentowym modelem kapłanów, którzy sprawowali swoje obowiązki tylko w świątyni. Dzisiaj część ludzi wierzących wyobraża sobie, że służyć Bogu oznacza zajmować się sprawami kościoła. Myślę, że niekoniecznie tak jest. Naszą służbą powinno być wszystko, co robimy – nasza praca zawodowa, wychowywanie dzieci, czas który spędzamy z przyjaciółmi, nasze relacje – wszystko powinno zawierać element służby, czyli świadomego miłowania drugiego człowieka i służenia innym.

AM: Jak dzisiaj, z perspektywy całego swojego życia definiujesz sukces w służbie? Kiedy można powiedzieć, że chrześcijanin odniósł sukces w służbie?

MM: To jest bardzo trudne pytanie, na które tak naprawdę nikt do końca nie jest w stanie odpowiedzieć. Uproszczeniem są pewne reguły, czy też formuły występujące w książkach, kazaniach i na seminariach, gdzie ludzie określają czym jest sukces.

Tak naprawdę nasze życie z Panem Bogiem i z innymi ludźmi jest na tyle złożone, że my sami nie potrafimy dobrze się ocenić. Myślę, że z perspektywy tylko swojego życia mamy obraz niepełny, niemiarodajny. Często ten sukces okaże się w pełni dopiero wtedy, kiedy nas już nie będzie.

Na pewno jednym z elementów sukcesu jest wierność. Jest nim konsekwentne naśladowanie Chrystusa i odkrywanie swojej misji tutaj na ziemi i wierne służenie Bogu. Wierność jest ważniejsza niż wymierne efekty naszych działań.

AM: Jakie są podstawowe klucze do sukcesu w służbie? Co jest według Ciebie podstawą udanej i skutecznej służby?

MM: Myślę, że jednym z kluczy jest odkrywanie swojej życiowej misji, odkrywanie swojego miejsca na ziemi, swojego przeznaczenia, tzw. woli Bożej, odkrywanie tego kim jesteśmy. Kiedy  Chrystus był na ziemi, w pewnym momencie uświadomił sobie kim jest. Następowało to powoli, etapami. Coś zaczynał rozumieć mając 12 lat. Miał zrozumienie swojego szczególnego przeznaczenia, a z czasem odkrył, że jest Synem Bożym. Zrozumiał to kim jest i z tego też wynikła jego służba.

Myślę, że bardzo ważne w naszym życiu jest to, aby odkryć kim się jest. Poznać siebie przede wszystkim, ale do tego dochodzi się z czasem.

Eksperymentujemy z życiem przez wiele lat i  w końcu dochodzimy do pewnych wniosków odnośni tego, kim jesteśmy, do czego nas Pan Bóg przeznacza, jak nas ukształtował. Na podstawie tego możemy formować swoje życie, plany, wyznaczyć sobie cele, obierać kierunek i realizować się w tym, co przynosi nam radość, satysfakcję i spełnienie. Ważne jest, abyśmy żyli zgodnie z pragnieniami naszego serca.

Ważnym jest  również to abyśmy byli w tym konsekwentni nawet kiedy są trudne dni, kiedy „ nie czujemy” do końca tego, co robimy.

Jestem takiego zdania, że jeśli Pan Bóg nie mówi wyraźnie „nie” to znaczy, że mówi „tak”. Jeśli nie widzę wyraźnie czerwonego światła to znaczy, że jest zielone i robię różne rzeczy, które przychodzą mi do głowy, czy rodzą się w moim sercu. Na sukces w służbie składają się bardzo różne wątki, działania, przedsięwzięcia. Generalnie myślę, że Pan Bóg daje nam dużo wolności w życiu, żeby realizować pragnienia i pasje, abyśmy mogli żyć zgodnie z tym, kim jesteśmy.

AM:  Jesteś zaangażowany w służbę od ponad 30 lat – od czasu kiedy byłeś nastolatkiem. Robiłeś wiele różnych rzeczy. Myślę, że popełniłeś masę błędów. Nie wyglądasz na takiego, który by je popełnił, ale powiedz mi, czy mógłbyś powiedzieć o kilku swoich błędach. Jakich błędów według Ciebie należy wystrzegać się w służbie?

MM: Wychowałem się w środowisku służby. Mój tato był pastorem, z tego powodu służba zawsze była częścią naszego domu, życia, rodziny.

Błędów, które popełniłem było tyle, że nie starczyłoby czasu w tym programie. Takim błędem, który powielał się w moim życiu było zniecierpliwienie lub presja na szybkie efekty i rezultaty. Kiedy jesteśmy w służbie i coś robimy dla Pana Boga, to chcielibyśmy widzieć plony swojej pracy. I chyba ja też uległem tej pokusie. Były momenty, kiedy bardzo chciałem widzieć plon, zamiast cierpliwie czekać, aż Pan Bóg zrobi to, co chce i kiedy zechce.

Pamiętam taką sytuację, kiedy prowadziłem programy radiowe w radiowęźle zakładowym w koksowni w Zdzieszowicach. Radiowęzeł działał na całym obszarze fabryki. Miałem raz w tygodniu swoją godzinę. I puszczałem tam jakieś piosenki chrześcijańskie, robiłem pogadanki. Było to całkiem sympatyczne i robiłem to jakiś czas, ale potem nagle zniecierpliwiłem się. Pomyślałem sobie: Ile będę tak mówił o różnych rzeczach? Przecież tam trzeba mówić konkretnie o Bogu. Może w końcu wszyscy padną na kolana i  przyjdą do mojego kościoła?  Więc pewnego razu zwiastowałem Ewangelię „prosto z mostu” i okazało się, że to była moja ostatnia audycja. Teraz, z perspektywy czasu myślę, że to była głupota, młodzieńcza niedojrzałość, zniecierpliwienie, żądanie natychmiastowych efektów. Myślę, że to jest podstawowy błąd, który popełniałem – nie potrafiłem czekać na Pana Boga, na Jego czas.

AM: Spróbujmy to podsumować. Jeśli miałbyś zostawić nas z jedną główną myślą, z jednym ważnym zdaniem, co by to było?

MM: Służba to przede wszystkim miłowanie drugiego człowieka.

Jeśli wykonujemy służbę, z jakiegoś innego powodu niż miłość, to nie jest to w pełni dobre i właściwe. Jeśli naszą motywacją jest powiększyć swój kościół, udowodnić coś komuś, czy też wykazać się przed samym sobą, jeśli traktujemy służbę tak, jak pracę w korporacji, czy pracę marketingową, uważając że musimy osiągnąć jakieś liczbowe rezultaty w danym roku, to nie jest dobre. Jezus nie rozlicza nas z liczb. On nie obcina nam premii, jeśli nie wykonamy normy w postaci pozyskania jakiejś konkretnej grupy ludzi, czy też wywarcia na nich wpływu. Powinniśmy po prostu miłować drugiego człowieka.

AM: Dziękuję Ci za rozmowę.

MM: Dziękuję również.

z_mariuszem_muszczynskim_2015_

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>