Miłość do…?

Kochanie, przepraszam ale spotkanie się przedłużyło, a omawialiśmy ważną kwestię, nie mogłem wyjść. Nie czekaj z obiadem…

Ileż to razy żony liderów, przywódców słyszą podobne zdanie? My zaś liderzy błogosławimy twórcę telefonii komórkowej (rachunki trochę zachwyt umniejszają), bo troskliwie powiadomiliśmy naszą ukochaną żonę, że się spóźnimy. Nie musi się zamartwiać, jest taka wrażliwa. Ona doskonale zdaje sobie sprawę, że być liderem to niezwykłe zadanie, w swojej mądrości i czułości wspiera nas i……czeka.

Tak, to prawda, jesteśmy bardzo zajęci

W jakimś sensie, każdy z nas jest liderem, gdyż przywództwo to wywieranie wpływu, a każdy człowiek wywiera jakiś wpływ na kogoś! Jednak stereotypowo lider, przywódca to ktoś stojący na czele jakieś grupy czy organizacji. To osoba niosąca odpowiedzialność za innych. Współcześnie pewnym ułatwieniem w zidentyfikowaniu lidera jest odszukanie tych, którzy są najbardziej zajęci. I choć to nie najzdrowszy objaw, to jednak liderzy to, ci którzy wiedzą, że zawsze jest coś do zrobienia, zawsze jeszcze trzeba się z kimś spotkać, komuś pomóc, czemuś zaradzić. Mimo 60-cio godzinnego tygodnia pracy (pastorzy plus 2 godziny na niedzielne nabożeństwo) zawsze pozostaje coś do zrobienia na kolejny dzień. Stajemy się zajęci, bardziej i bardziej i bardziej, nie pamiętając, że jeśli szatan nie może nas uczynić kimś złym, uczyni zajętym!

 Pamiętaj, jeśli szatan nie może nas uczynić kimś złym, uczyni zajętym!

Jednak nie o wypełnionym kalendarzu chciałbym pisać ale o napięciu jakie istniej między byciem liderem, a współmałżonkiem, rodzicem czy zwyczajnie człowiekiem cieszącym się codziennością. O zbyt zajętych przywódcach napisano już niejedno. Istnieją szkolenia, nawet powstały firmy, które uczą nas jak zarządzać czasem. Zagadnienie ewoluuje i już teraz zarządzamy nie czasem, a energią!

Nie okradaj swoich najbliższych…

Niestety nader często przywódcy wypełniają swoje zadania kosztem rodziny. Obok wypełnionego po brzegi kalendarza pozostaje ciągle czekający na stole obiad, dzieci oczekujące z rozłożonymi zabawkami, i kolejna odłożona randka, odwołane wyjście do kina czy teatru. I gdy dzieje się to czasami, to z cała pewnością nasze ukochane rodziny, o których mówimy, że są naszym priorytetem nam to wybaczą. Jednak zbyt często „bycie wielkim nieobecnym” staje się zasadą! Wypełniamy nasze obowiązki z oddaniem i zaangażowaniem. Rozwiązujemy kolejne problemy, lub czasami zwyczajnie pomagam komuś, kto rozpaczliwie potrzebuje pomocy. Nasze zadanie jest odpowiedzialne i ważne jednak jesteśmy świadomi własnych zaniedbań, w geście pokuty i determinacji padamy na kolana i wołamy; Pani Boże ty wiesz, że musiałem zostać dłużej aby rozwiązać ten konflikt, Ty wiesz, że musiałem to zrobić, proszę zajmij się moją rodziną, otocz opieką moją żonę i błogosław moje dzieci!

Nie zrzucaj na Boga swoich odpowiedzialności

Jednak taka modlitwa brzmi sprzecznie z Bożym standardem i priorytetem, jest wbrew naturze Boga i istocie powołania. Kierując taką modlitwę do Boga wydaje się, że zapomnieliśmy o tym co powiedział Ten, któremu służymy! W standardach dotyczących liderów, jasno i wyraźnie powiedział; Kościół to moja oblubienica, ty swoją masz w domu! Obiecał, że to On zbuduje Kościół! My jesteśmy narzędziem w Jego dłoniach, które ma znać swoje miejsce i swój czas. Funkcjonować zgodnie z JEGO standardami. To właśnie ten, któremu z takim oddaniem służymy powiedział, że mamy kochać swoje żony, jak Chrystus kościół! Oczywiste?! Niby tak ale… wielu z nas liderów i przywódców różnego szczebla zachowuje się odwrotnie. Kochamy swoje zaangażowanie, budujemy kościół, a Bogu zostawiamy nasze opuszczone i samotne oblubienice. Jesteśmy zajęci więc oczekujemy, że Bóg będzie budował nasze rodziny?! I choć nie tylko nie ma nic złego, a wręcz odwrotnie, w Bożej trosce nad żoną i dziećmi to jednak Jego zasady i priorytety są dość wyraźne!

Dwie zasady, których musisz się trzymać:

Po pierwsze kochaj swoją rodzinę, z takim samym oddaniem, zaangażowaniem, radością, cierpliwością, wiernością jaką Chrystus ma dla Kościoła. Nie pamiętam sytuacji, w której ON pozostawiłby swoją oblubienicę. Nie znał słów zbyt zajęty, spóźniony, nieobecny!

Po drugie, nie zapominaj, że jako lider masz dbać o tych, których Bóg tobie powierzył. Szanować ich, inwestować w nich, prowadzić, troszczyć się i NIE ZABIERAĆ miejsca Panu Bogu. On chce troszczyć się o to czym się zajmujesz i nie chce abyś cokolwiek dla Niego robił wbrew Jego słowu. Nie można oczekiwać Bożego błogosławieństwa postępując wbrew Jego słowu. To ON buduje Kościół! To ON jest jego właścicielem i założycielem my zaś sługami! Standard wydaje się być prosty i oczywisty, niestety tylko wtedy gdy przekazywany jest spoza pulpitu bo w życiu…. Niech Bóg błogosławi twórcę telefonii komórkowej…..

Ucz się miłości do swojej żony

Drogi liderze, nim więc pójdziesz na kolejne spotkanie pamiętaj, że przede wszystkim kochać masz żonę, a kościołowi służyć. Choć jedno nie wyklucza drugiego to takie priorytety powinniśmy zachować. Dbaj o swoją miłość bo inaczej będzie pierwszą zniechęconą osobą w „twoim” kościele. Patrz na Oblubieńca, który nie tylko zachwycił się oblubienicą ale zrobił dla niej wszystko aby się z nią spotkać i zasiąść w wieczności!

photo-1428865798880-73444f4cbefcMądrze posługuj się swoim telefonem

Liderzy niech wasze telefony służą do odwoływania spotkań, a nie krzywdzenia ukochanych! Photo credit: Josh Feliseunsplash.com

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>