Polak zakłada szkołę na Filipinach

Norbert Palimąka, przystąpił do realizacji projektu, którego celem jest wybudowanie w jednej z filipińskich wiosek szkoły dla 120 dzieci, które w chwili obecnej, zamiast  uczyć się, pracują przy wydobyciu rudy żelaza.

Zaprosiłem go do siebie do Gryfowa Śląskiego, aby dowiedzieć się czegoś więcej na temat tego projektu.

Jeśli wolisz czytać, poniżej zamieszczony jest wywiad w postaci tekstu ze zdjęciami.

Andrzej Mytych: Dzisiaj mam przyjemność rozmawiać z Norbertem Palimąką, który właśnie powrócił z wyprawy na Filipiny i przedstawi ciekawy projekt. Chciałbym porozmawiać z nim na ten temat.

Norbert jest moim przyjacielem – przedsiębiorcą, który prowadzi własną działalność gospodarczą.  Jest także ojcem dwójki dzieci i zajmuje się wieloma innymi rzeczami. Ale nie po to spotkaliśmy się, aby mówić o tych sprawach. Natomiast jest jeden temat, który mnie dzisiaj szczególnie interesuje, a mianowicie jego wyjazd na Filipiny i projekt, który ma w swoim sercu.

Powiedz mi Norbert, w jaki sposób trafiłeś na Filipiny?

Norbert Palimąka:

Filipińczyk JayJay, z którym nawiązałem współpracę przy budowie szkoły na Filipinach.

Jeszcze w zeszłym roku, kilka miesięcy temu, ucząc w szkole na Hawajach, spotkałem Filipińczyka. Poznałem go przy okazji kursu na temat przywództwa, w którym uczestniczyliśmy. Szczerze mówiąc wcześniej nie spotkałem nikogo z Filipin. To był mój pierwszy taki kontakt. Tak się złożyło, że byliśmy zakwaterowani przez blisko miesiąc czasu w tym samym pokoju hotelowym. W taki sposób zrodziła się nasza relacja. Stało się to też początkiem mojej przygody z Filipinami. Rozpoczęła się ona od nawiązania przyjaźni, a później zaciekawiło mnie, co ten człowiek robi i w co jest zaangażowany.

AM: Po co konkretnie pojechałeś na Filipiny?

NP: Tak jak wspomniałem, kiedy zacząłem słuchać mojego przyjaciela, jak opowiadał o rzeczach, w które jest zaangażowany, o edukacji, pomocy ludziom potrzebującym – głównie dzieciom – to mnie poruszyło. Dotknął mnie też film, który mi pokazał, mówiący o dzieciach, praktycznie żyjących na śmietniskach i tam też zarabiających pieniądze (kliknij, aby obejrzeć film).

To mnie na tyle zainspirowało, że postanowiłem pojechać do tego kraju, aby zobaczyć jak to wszystko wygląda. Chciałem też pomóc temu człowiekowi.

Będąc w jednej z wiosek zobaczyłem bardzo ubogie społeczeństwo, które w zasadzie żyje bez elektryczności, bez bieżącej wody, no i oczywiście bez pracy. Kiedy pojechaliśmy rozdawać tam środki medyczne, nie wiedząc, co nas spotka, pojawiliśmy się w miejscu, w którym głównie dzieci i kilka osób dorosłych pracowało przy wydobyciu rudy żelaza.

Widok dzieci, które dosłownie grzebią w ziemi tym, czym mogą: łomami, maczetami i nożami, po to, aby wydobywać kamienie znajdujące się blisko powierzchni ziemi, żeby zarobić jakieś pieniądze na jedzenie, poruszył mnie do głębi.

Zacząłem zadawać pytania: Czy jest to legalne? Co z edukacją tych dzieci?

Uświadomiłem sobie, że nasze –  polskie dzieci w tym wieku chodzą do szkoły, a te takiej szansy nie mają, ponieważ nie ma szkoły w tej miejscowości. Co więcej, ich rodziny są do tego stopnia ubogie, że nie stać ich, aby posłać swoje dzieci do szkoły w większej miejscowości.

Była to wioska umiejscowiona w górach, gdzie można dojechać jedynie autem terenowym. Możliwości transportu do innych miejscowości są bardzo ograniczone. Stąd ubóstwo tak wielkie, że dzieci i całe rodziny pracują przy wydobyciu rudy żelaza.

Dotknęło mnie to do tego stopnia, że zacząłem pytać o możliwości pomocy całej tej społeczności, a przede wszystkim dzieciom, których nieszczęśliwy los poruszył moje serce. Postanowiłem, że muszę im pomóc, poprzez uruchomienie dla nich konkretnego projektu edukacyjnego.

AM: Opowiedz nam o tym projekcie. Co zamierzasz w związku z tą miejscowością i jej dziećmi uczynić?

NP: Planujemy przede wszystkim dotrzeć do tych dzieci z edukacją. W tej wiosce mieszka około 200 osób, z czego zdecydowana większość to dzieci. Chcielibyśmy wybudować dla nich szkołę. Szkoła kojarzy nam się z wielkim gmachem, z murami, natomiast w tamtych miejscowościach jest to po prostu bambusowy dom, który byłby w stanie pomieścić trzy klasy po czterdzieści osób. W miejscu tym byłyby również wydawane posiłki.

Projekt budynku szkolnego, który zamierzamy wybudować na Filipinach.

Posiłek jest tutaj kluczową rzeczą, ponieważ te dzieci nie jedzą regularnie. Stać ich na posiłki, gdy zarobią na to przy wydobyciu rudy żelaza. Jeśli od tego zajęcia ich odciągniemy oferując im szkołę, to trzeba zadbać o wyżywienie tych dzieci. Zresztą, nie wyobrażam sobie dzieci siedzących na lekcji i myślących o tym, żeby coś włożyć do swojego żołądka. Dlatego też ten projekt edukacyjny wiąże się z zapewnieniem wyżywienia dla tych dzieci.

Będąc tam na miejscu, od razu pojawiły się możliwości nabycia ziemi, na której taki budynek, mógłby stanąć. Nie są to wielkie koszty i myślę, że moglibyśmy, jako Polacy przy tym projekcie pomóc.

AM: No dobrze, z tego, co rozumiem mówimy tutaj o dwóch rodzajach kosztów. Pierwszy jest związany z wybudowaniem „bambusowej szkoły” i z zakupem ziemi, a drugi jest związany z miesięcznym utrzymaniem dziecka.

Opowiedz na początek o tym pierwszym projekcie. Jaki jest całościowy zakładany koszt zakupu ziemi i wybudowania „bambusowej szkoły”?

NP: Jest to koszt około 6 tysięcy dolarów, czyli mniej więcej 18 tysięcy polskich złotych.

Jest to suma, którą musimy zebrać w ciągu najbliższych trzech miesięcy, aby móc z projektem ruszyć już w tym roku (od jego połowy).

Postanowiłem pomóc tym dzieciom, które zamiast uczyć się w szkole, muszą zarabiać na chleb, pracując przy wydobyciu rudy żelaza.

Natomiast drugi koszt wiąże się z miesięcznym utrzymaniem dzieci. Tak jak wspomniałem, chcemy, aby około 120 dzieci mogło uczęszczać do takiej szkoły. Koszt miesięcznego utrzymania dziecka to około 80 zł. Pieniądze te pomogą nam opłacić nauczanie w pełnym zakresie a także pokryć wszystkie koszty stałe związane z utrzymaniem budynku, które nie są duże, bo nie ma elektryczności, nie ma opłat za wodę, jednak musimy te rzeczy wszystkie zapewnić. No i drugi aspekt to jest wyżywienie dla uczących się w szkole dzieci. Stąd bierze się suma 80 zł za dziecko.

Jesteśmy w tej chwili w trakcie rozwijania strony internetowej. Jej adres to www.hop-e.pl.

A: Powiedz, w jaki sposób Polacy mogą ci pomóc?

N: Przede wszystkim chciałbym zaapelować do ludzi o pomoc finansową na zakup gruntu i wybudowanie budynku szkoły. Jest to akcja jednorazowa.

Ponadto pragnę nawiązać współpracę z ludźmi, którzy regularnie chcieliby wspierać ten projekt edukacyjny. Nie chodzi tutaj przecież o ziemię i budynek, ale o los tych dzieci.

Na każde dziecko potrzebujemy miesięcznie 80 złotych. Darowizny mogą być wpłacane miesięcznie, kwartalnie, raz na pół roku, bądź jednorazowo na całoroczne utrzymanie dla jednego dziecka.

Chciałbym jeszcze tutaj nadmienić następującą rzecz. W przeszłości, jako Polacy, doświadczyliśmy pomocy z zewnątrz – z różnych krajów. Wydaje mi się, że jesteśmy teraz w takim miejscu, kiedy również możemy coś wymiernego zrobić w kontekście zmiany świata na lepsze.

Kiedyś potrzebowaliśmy pomocy, natomiast dzisiaj, dla większości z nas, koszt 80 zł miesięcznie jest nie wiele znaczącym wydatkiem. Być może więcej zostawiamy w restauracji płacąc za obiad dla dwóch, bądź trzech osób. Są osoby na kuli ziemskiej, dla których może to być kwota, która wniesie zmianę do ich dotychczasowego stylu życia.

Jeśli możemy dobrze czynić, jeśli jest to w zakresie naszych możliwości, to chciałbym zaapelować, żebyśmy to zrobili.

Wierzę, że wtedy, kiedy zasiewamy dobre rzeczy w życie innych ludzi, to w jakiś sposób nasz zasiew powróci do nas później.

Ponieważ jako naród doświadczyliśmy takiej pomocy w przeszłości, możemy pomagać dzisiaj. Myślę też, że dobro, które będziemy wyświadczać teraz, pozytywnie zaowocuje w naszym życiu w przyszłości.

AM: Chciałbym podsumować tę rozmowę poruszając wątek przemieniania świata. Jesteś osobą, która wierzy, że może zmienić świat. Gdy mówisz o „zmienianiu świata”, o czym konkretnie mówisz? Czy mówisz o przemienieniu życia dziecka, rodziny, czy też tej filipińskiej wioski?

NP: No właśnie, bo zmiana świata jest taką szumną ideą. Moglibyśmy zadać sobie pytania: „Co ja – biedny żuczek mogę? Czy ja, z moimi zasobami finansowymi, z moim ograniczonym wpływem, mogę coś zrobić, aby zmienić świat?”

Odpowiedź jest bardzo prosta: „Nie”. Ale to jest tak naprawdę tylko część odpowiedzi, ponieważ gdybyśmy wszyscy w taki sposób myśleli, to nie mielibyśmy żadnych szans na zmianę świata. Natomiast, gdyby więcej osób z nas, zadawało sobie pytanie: „Co ja mogę zrobić dobrego w zakresie moich możliwości?”, jeśli każdy z nas tak myślałby, to niewątpliwie zmienilibyśmy nasz świat na lepsze.

Mój sposób na zmianę świata polega na skupieniu się na czynieniu dobra tam, gdzie jest taka możliwość, w zasięgu naszej ręki.

Jak zmienić świat? Moja odpowiedź jest następująca: jest kraj, dość ubogi – Filipiny, który mogłem troszeczkę zwiedzić i zobaczyć jak ludzie tam żyją. Wiem, że pomoc, przynajmniej dla jednej wioski jest w zasięgu mojej ręki, a także w zasięgu może moich przyjaciół i znajomych, których zachęcam do przyłączenia się do tego projektu.

Mam dwie rady dla ludzi, którzy chcieliby zmieniać świat:

Przede wszystkim, jeśli masz swój pomysł, nie bój się marzyć, zacznij go realizować, zacznij iść za swoją wizją krok po kroku. Wierzę, że pewnego dnia ci się uda.

Natomiast tych, którzy może jeszcze nie mają swojego własnego pomysłu, albo w tej chwili możliwości na jego realizację, ale chcieliby zrobić coś dobrego, zachęcam do udzielania pomocy ludziom, którzy już mają jakiś pomysł. Wierzę, że jedną z takich osób jestem ja. Mam pomysł i zachęcam inne osoby do realizacji tego dobrego marzenia. Wierzę też, że pomoc tym dzieciom może przyczynić się do zmiany funkcjonowania całej wioski. Może też oczywiście spowodować zmianę stylu życia i mieć olbrzymi wpływ na przyszłość tych dzieci – dzieci, które już na dzień dzisiejszy, gdybyśmy mogli im pomóc, przestałyby ciężko pracować, przestałyby głodować i mogłyby uczyć się w szkole.

Razem możemy zmienić losy tych dzieci, dając im edukację i zapewniając wyżywienie.

AM: Mówimy tutaj o 120 dzieciach?

NP: Tak

AM: Norbercie, dziękuję ci bardzo za rozmowę. Wierzę, że ci się uda. Wierzę, że zmienisz los tych dzieci, a także pośrednio los ich rodzin i całej tej wsi.

Natomiast Tobie dziękuję za obejrzenie tego filmu (przeczytanie wywiadu) i serdecznie proszę Cię, abyś wsparł mojego przyjaciela – Norberta w tym projekcie. Uczyń cokolwiek możesz, włącznie z poinformowaniem swoich znajomych o tym projekcie.

Wyślij proszę link do tego artykułu do kilku osób, które mogłyby być zainteresowane tego typu projektem.

Podarujmy tym dzieciom normalne dzieciństwo.

3 odpowiedzi na „Polak zakłada szkołę na Filipinach

  1. Jayjay Lizarondo pisze:

    Good job my friend Norbert! Hope to see you in Poland! Jayjay Lizarondo

  2. Andrzej Mytych pisze:

    Artykuł na temat projektu Norberta Palimąki opublikowany przez http://www.otolegnica.pl: http://www.otolegnica.pl/news.php?id=66542

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>