0

Ryszard Ditrich – Mężczyzna, który wyrwał mnie z miejsca, do którego nie pasowałem, ponieważ we mnie wierzył

Gdy skończyłem 15 lat stwierdziłem, że tak jak mój ojciec, będę pracował na kolei. Po ukończeniu zawodówki kolejowej, w moim życiu zaczęli pojawiać się przyjaciele mojego ojca, aby mi pomóc. Każdy z nich coś zrobił, abym poszedł w życiu dalej. Jednak z nich wszystkich największy wpływ wywarł na mnie Ryszard Ditrich. Załatwił dla mnie pracę, a potem przez rok pracował ze mną. Był to burzliwy i przełomowy czas dla mnie, w którym całe moje istnienie doświadczyło radykalnego zwrotu. Podczas tej „burzy” stał obok mnie Ryszard Ditrich, który w kluczowych momentach kierował mnie we właściwą stronę.

Ryszard Ditrich dostrzegał we mnie pozytywne rzeczy i mówił mi o tym

Na tyle, na ile dzisiaj pamiętam, w ciągu mojego dwudziestoletniego istnienia, Ryszard był pierwszą osobą, która zauważała we mnie pozytywne rzeczy. Kiedy patrzył na mnie, widział we mnie zalety i możliwości i mówił mi to. Zachęcał mnie, abym szedł w życiu do przodu. On naprawdę wierzył we mnie. To było dla mnie zdumiewające, ponieważ ja takiej wiary w siebie nie miałem. Ja widziałem w sobie niewykształconego, zwykłego robotnika, natomiast on patrzył na mnie i widział kogoś więcej.

Jeśli istoty ludzkie są postrzegane jako osoby z potencjałem, a nie problemy; jako posiadające silne strony, a nie słabości; jako nieograniczone zamiast tępych, nudnych, nieciekawych i obojętnych, to wtedy dobrze się rozwijają i wyrastają na miarę swoich możliwości.

Bob Conkin

Ryszard Ditrich pomógł mi zrozumieć, że nie jestem we właściwym miejscu

Kwadratowy korek w okrągłym otworze nigdy nie czuje się tak zupełnie na swoim miejscu.

Barney Coombs

Pracując zawodowo byłem bardzo nieszczęśliwy, ponieważ prace, które wykonywałem w dużej mierze zasadzały się na naprawianiu urządzeń elektromechanicznych, a ja niczego nie umiałem naprawić. Bez względu na to ile mnie uczono, niczego nie byłem w stanie się nauczyć. Byłem strasznie sfrustrowany i rozczarowany sobą. Uważałem się za totalnego nieudacznika.

W pewnym momencie nastąpił nieoczekiwany punkt zwrotny. Nie zapomnę tej chwili chyba nigdy w życiu. Stałem oparty o łopatę. Obok mnie Ryszard Ditrich. Patrzyliśmy na pociąg pośpieszny, który szybko mknął na metr przed nami. Staliśmy, czekając aż przejedzie, aby z powrotem przystąpić do pracy na torach. W pewnym momencie Ryszard odwrócił się do mnie, popatrzył mi w oczy i zapytał:

– Andrzej, co ty z nami robisz? Przecież ty do nas nie pasujesz. Masz misję do spełnienia.

I odwrócił się, aby nadal spoglądać na przejeżdżający pociąg. W jego słowach nie było nic negatywnego. On po prostu chciał powiedzieć: Synu, dla ciebie są inne rzeczy w życiu. Nie przesypywanie kamienia na torowisku, ani też naprawa urządzeń elektromechanicznych.

Pomyślałem sobie wtedy: Faktycznie. Co ja tutaj robię? Przecież to nie jest miejsce dla mnie. Ja tutaj nie pasuję. Bóg mnie powołał do innych rzeczy. Mam misję do wypełnienia!

To był moment zwrotny w moim życiu. Te jego dwa proste zdania sprawiły, że postanowiłem zawalczyć o swoje życie.

Ryszard Ditrich zachęcał mnie, abym się nie poddawał i we właściwym czasie zachęcił mnie, abym wyszedł ze swojej „strefy bezpieczeństwa”

Rano pracowałem jako robotnik fizyczny, wieczorami chodziłem do technikum wieczorowego. Mój problem był w tym, że byłem mało ambitny i nie miałem wizji. Miałem kompleksy, niskie poczucie własnej wartości i przekonanie, że jestem nieudacznikiem skazanym na porażkę.

Gdy nadszedł czas egzaminu maturalnego, nawet nie pomyślałem, że mógłbym przystąpić do niego. Jednak Ryszard tak długo naciskał i zachęcał mnie, że w końcu podszedłem do tego egzaminu i… ku swemu bezgranicznemu zdziwieniu, zdałem.

Kilka miesięcy wcześniej przyznano mi stypendium do Szkoły Biblijnej w Wielkiej Brytanii, jednak miałem tak niską samoocenę, że rzuciłem papiery w kąt i stwierdziłem, że tam nigdy nie pojadę. I znowu Ryszard tak długo nade mną pracował, aż wziąłem rok urlopu bezpłatnego i pojechałem.

Byłem zdumiony, gdy okazało się, że na moim roku, na 185 studentów byłem w klasyfikacji czwarty, w ogóle się nie ucząc. Dzień, w którym otrzymałem świadectwo był kolejnym punktem zwrotnym w moim życiu. Wtedy zrozumiałem, że wcale nie jestem skończonym głupcem, za którego do tej pory uważałem się. To byłoby niemożliwe bez Ryszarda.

Jak się zakończyła ta historia

Ryszard Ditrich był osobą, która nie robiła jakiegoś oszałamiającego wrażenia. Pracował, często pił. Był jednak bardzo inteligentny i myślę, że uratował mnie. Uratował mnie od marazmu i nędznego wegetowania. W ten sposób podarował mi życie.

Gdy wróciłem z Wielkiej Brytanii, pierwszą rzeczą, którą uczyniłem było udanie się do warsztatu, w którym pracowałem z Ryszardem. Chciałem się pochwalić. Miałem zamiar podziękować mu za tak wiele rzeczy, bo to przecież dzięki niemu… Ale nie miałem już takiej możliwości. Okazało się, że pod moją nieobecność w kraju, któregoś wieczora, gdy wracał do domu, został napadnięty przez chuliganów i ciężko pobity. W wyniku obrażeń zmarł.

Do dzisiaj jest mi przykro, że nie mogłem mu powiedzieć: Dziękuję.

Ryszard Ditrich od wielu lat nie żyje, ale dzięki jego wpływowi pozytywny wpływ jest wywierany na wielu ludzi.

Nasz wpływ nie zamiera wraz z przeminięciem naszego życia…

Photo credit: Sarah Lewis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>