Dziedzictwo, które przyjąłem od swego ojca

Wraz z ojcem, lipiec 1993.

Z moim tatą, lipiec 1993.

Uważam się za osobę szczęśliwą i spełnioną, ponieważ jestem nowonarodzonym chrześcijaninem, który przyjął dobre dziedzictwo.

Chciałbym podzielić się z Tobą moją historią, mając nadzieję, że stanie się ona dla Ciebie inspiracją, aby sięgnąć po rzeczy większe, wspanialsze i piękniejsze.

Dziedzictwo, które przyjąłem od swojego ojca

Gdy się zastanawiam jak opisać mojego tatę na myśl przychodzą mi słowa wierzących ze Wschodu, którymi go opisywali: krawiec, kaznodzieja, przemytnik.

W latach 50 nawrócił się w syberyjskim łagrze. Po zwolnieniu udało mu się jako repatriantowi przyjechać do Polski na tzw. Ziemie Odzyskane. Tutaj prowadził zakład krawiecki, ale prawdziwą pasją jego życia była służba. Pracował jako pastor i kaznodzieja. Czasami przemycał Biblie na Białoruś i Ukrainę.

Wkład mojego taty

Mój tato wywarł na mnie duży i pozytywny wpływ. Przyjąłem od niego dziedzictwo  błogosławieństwa.

Zaszczepił we mnie pasję do modlitwy i Słowa Bożego. Wychowałem się w domu, w którym było pielęgnowane Słowo Boże i modlitwa. Codziennie wieczorem kończyliśmy dzień modlitwą, śpiewem i wspólnym czytaniem Pisma Świętego.

Mój tato zawsze kładł nacisk na praktykowanie Słowa Bożego. Od niego nauczyłem się, że Bóg błogosławi człowiekowi, który żyje zgodnie z biblijnymi zasadami.

Wychował mnie na chrześcijanina. Mój tato jest osobą z całego serca służącą Bogu i przekazał tę pasję swoim dzieciom. Uczynił wszystko co mógł, abyśmy wraz z siostrą mogli pojednać się z Bogiem i pójść za Chrystusem.

Był dobrym przykładem. Jestem dumny z mojego ojca. Był przykładnym chrześcijaninem, mężem, ojcem, pastorem i krawcem. W naszym mieście ludzie bardzo szanowali go. Nigdy nie musiałem się za niego wstydzić. Przekazał mi dar dobrego imienia.

Zatroszczył się o moje potrzeby i dał mi dobry start finansowy. Nie pamiętam, aby w dzieciństwie czegoś mi brakowało. Gdy ukończyłem szkołę średnią, tato wysłał mnie na studia i finansował je. Również, gdy wróciłem ze studiów o nic nie musiałem się martwić. Nawet swój pierwszy samochód miałem od taty.

Przyjąłem od niego nawyk gromadzenia, a nie rozrzutności. Nauczyłem się od taty, że ważne jest, aby gromadzić i pomnażać, a nie wszystko wydawać i trwonić. Stało się to częścią mojej życiowej filozofii. Pragnąłem coś zbudować, chciałem coś po sobie pozostawić. Dlatego też budowałem kapitał i pomnażałem go. Nie chciałem włożyć pieniędzy do skarpety i ukryć ich. Nie chciałem ich bezmyślnie trwonić. Zawsze zastanawiałem się nad tym, jak wziąć 100 zł i pomnożyć je, a potem doprowadzić do kolejnego pomnożenia i nadal pomnażać.

Przyjąłem od niego nawyk dawania. Zarówno mój ojciec, jak i dziadek byli ludźmi hojnymi. Myślę, że w jakimś stopniu odziedziczyłem tę cechę od nich. Już w młodości miałem przekonanie, że błogosławieństwem jest dawanie, więc czyniłem to regularnie.

Przyjąłem od niego miłość do rodziny. Mój tato był i jest bardzo rodzinny. Zawsze kochał swoją rodzinę i był jej wierny. Troszczył się o jej byt i uwielbiał z nią spędzać czas. To wszystko jest ważne również dla mnie.

Dobre dziedzictwo, które mój ojciec przyjął w młodości

Mój ojciec przekazał mi wspaniałe dziedzictwo, ale było to możliwe, ponieważ wcześniej sam przyjął wspaniałą spuściznę od swojego ojca Nikodema, a także od swojego mentora – Aurela Serafinczana.

Dziedzictwo, które mój tato przyjął od Nikodema Kiewry, swojego ojca

Mój dziadek Nikodem Kiewra, Bradford, Wielka Brytania, 1950.

Mój dziadek Nikodem Kiewra, Bradford, Wielka Brytania, 1950.

Mój dziadek, Nikodem Kiewra, wychowywał się na wsi Wikszniany na Kresach Polski. Był mądrym chłopem i kowalem. Wybudował duży dom i kuźnię. Późnym latem 1939 roku został powołany do wojska i w czasie wrześniowych walk z sowieckimi wojskami trafił do radzieckiej niewoli. Gdy rozpoczęła się Wielka Wojna Ojczyźniana na mocy dekretu o amnestii dla obywateli polskich udało mu się wyjść na wolność, aby przyłączyć się do oddziałów polskich, formowanych pod dowództwem generała Władysława Andersa. Później jego losy były ściśle związane z II Korpusem Andersa, w którym służył jako zaopatrzeniowiec w stopniu kaprala.

Po wojnie, z obawy przed sowietami nie powrócił do rodzinnej wsi, która znajdowała się na terytorium Związku Sowieckiego. Udał się z pustymi rekami do Bradford, w Wielkiej Brytanii gdzie założył firmę usługowo-budowlaną specjalizującą się w remontach dachów i kominów. Dorobił się trzech kamienic, które wynajmował.

Przez cały ten czas próbował ściągnąć do siebie rodzinę, ale udało mu się sprowadzić tylko żonę i najmłodsze dziecko.

Mój tato, Cezary, kochał swojego ojca i bardzo za nim tęsknił. Z biegiem lat brak taty doskwierał mu coraz mocniej. Z powodu wojennej i sowieckiej zawieruchy byli rozdzieleni przez całe 26 lat.

Pod koniec swojego życia Nikodem przeprowadził się do Polski. Ostatnie lata spędził z Cezarym. Mój tato bardzo szanował swojego ojca i przyjął od niego dziedzictwo:

Życia w oparciu o wartości. Mój dziadek, Nikodem, żył według czterech polskich wartości sprzed II wojny światowej, a mianowicie – Bóg, honor, ojczyzna, rodzina. Te wartości przyjął też od niego mój ojciec.

Bóg. Nikodem należał do przedwojennego pokolenia Polaków, które wierzyło w Boga i szanowało Go. Mój tato był taki sam. Szczególnie po tym, jak oddał swoje życie Bogu w sowieckim łagrze.

Honor. Dla mojego dziadka honor i dobre imię – to były bardzo ważne wartości. Nie lubił bandziorów, oszustów i kombinatorów. Uważał, że każdy mężczyzna powinien pracować nad swoim charakterem, być porządnym człowiekiem i dbać o właściwe standardy życia. Był przekonany, że są granice, których nigdy nie wolno przekraczać. Mój ojciec odziedziczył to po nim. Pozostawił po sobie dobre imię.

Ojczyzna. Mój dziadek był wielkim patriotą. Walczył pod Andersem i kochał Polskę. Przez cały czas słuchał radia Wolna Europa.

Mój tato również kochał Polskę, ale nie znosił komunizmu i wszelkich wpływów sowieckich. W swoim zakładzie krawieckim przez cały czas słuchał Radia Wolna Europa.

Rodzina. Mój dziadek był bardzo rodzinny. On uczył nas, że rodzina jest bardzo ważna.

1) Wierność rodzinie. Gdy mój dziadek wyszedł w 1939 roku z domu na wojnę mając 35 lat, nie wiedział, że swoją żonę zobaczy dopiero po 20 latach. Jednak przez cały ten czas był wierny rodzinie, nie zdradził ich, czekał na nich i gdy było to możliwe połączył się z nimi.

Dla mojego taty wierność mamie również była zawsze bardzo ważna.

2) Troszczenie się o rodzinę. Po wojnie mój dziadek wysyłał paczki z żywnością do Związku Sowieckiego, aby pomagać rodzinie. Uważał, że każdy mężczyzna powinien troszczyć się finansowo o swój dom. Taki sam był mój tato. Ciężko pracował, aby zapewnić naszej rodzinie byt.

3) Spędzanie czasu w gronie rodzinnym. Dziadkowi Nikodemowi zależało na spędzaniu czasu w gronie rodzinnym, aby w ten sposób ją wzmacniać i  budować. Mój tato był taki sam. Zależało mu na tym, abyśmy wyjeżdżali na wczasy, razem chodzili do kościoła, wspólnie spożywali posiłki i modlili się. Pracował nad tym, aby rodzina żyła w jedności i bliskości ze sobą nawzajem.

Przedsiębiorczość. Mój dziadek przed wojną rozwinął gospodarstwo rolne i prowadził kuźnię, którą sam wybudował. Po wojnie założył w Wielkiej Brytanii firmę. Jak już wcześniej wspominałem kupił później trzy kamienice i wynajmował mieszkania. Natomiast mój tato z kolei założył dobrze prosperujący zakład krawiecki.

Pracowitość. Dziadek był bardzo pracowity. Rozdrażniali go ludzie leniwi. Przez całe życie pracował. Również na starość szukał sobie różnych prac w domu. Mój tato był taki sam. Wstawał o świcie i ciężko pracował na chleb dla rodziny.

Budowanie majątku. Zarówno mój dziadek, jak i mój tato byli nastawieni na budowanie majątku. Wydawali mniej niż zarabiali i zastanawiali się, w jaki sposób mogą pomnożyć swoje zasoby finansowe.

Majątek. Gdy mój dziadek przyjechał do Polski, wybudował dla mojego taty dom, w którym mieszkałem wraz z rodzicami przez większość mojego życia.

Hojność. Mój dziadek był hojny. Taki sam był mój ojciec. Obydwoje uważali, że jeśli Bóg powierza ci majątek, czyni to między innymi po to, abyś pomagał innym. Obydwoje byli wrażliwi na potrzeby innych.

Dziedzictwo, które mój tato przyjął od Aurela Serafinczana, swojego duchowego ojca

Mój tato (z prawej) z Aurelem Serafinczanem, swoim mentorem i duchowym ojcem.

Mój tato (z prawej) z Aurelem Serafinczanem, swoim mentorem i duchowym ojcem.

W młodości, mój tato, który żył wtedy na Kresach Wschodnich wchłoniętych podczas działań wojennych przez Związek Sowiecki, w wieku 19 lat został aresztowany i skazany na 25 lat pracy w łagrach. Został zesłany na daleką Północ. Po dwóch latach katorżniczej pracy Bóg postawił na jego drodze Aurela Serafinczana. Był on prorokiem, kaznodzieją zielonoświątkowym i synem pastora, który został przez władze sowieckie skazany z powodu swojej aktywnej służby.

Aurel przyprowadził mojego tatę do Chrystusa i zaopiekował się nim, stając się jego mentorem i duchowym ojcem. Wywarł na życie mojego taty olbrzymi wpływ. Mój ojciec przyjął od niego pozytywne dziedzictwo i błogosławieństwo.

Aurel trafił do Gułagu z pustymi rękami, jednak pomimo tego, że nie posiadał materialnego bogactwa przekazał mojemu ojcu potężne dziedzictwo duchowe, w oparciu o które później budował życie mój tato i cała nasza rodzina.

Poniżej chciałbym wskazać na pięć rzeczy, które Aurel Serafinczan przekazał mojemu tacie:

Niezwykła hojność. Aurel w łagrze nie miał nic, ale dzielił się z innymi swoim chlebem. Dzięki temu zasłużył sobie na duży szacunek w oczach więźniów, bo racje żywnościowe były najcenniejszą rzeczą, którą posiadali.

Przykładne chrześcijańskie życie. Aurel żyjąc w  łagrze praktykował chrześcijaństwo i pomimo przerażających okoliczności nie był rozgoryczony. Był wzorem chrześcijanina i tym przekonał do ewangelicznego chrześcijaństwa mojego tatę.

Spotkanie z Chrystusem. Aurel przyprowadził mojego ojca do Chrystusa, dzięki czemu ten mógł doświadczyć cudu nowego życia. Życie z Chrystusem jest najwspanialszym darem, jaki możemy przyjąć od Boga.

Miłość do Słowa Bożego. Aurel niezwykle cenił i szanował Słowo Boże, zarówno w formie głoszonej, jak i samo w sobie Pismo Święte. Udało mu się zaszczepić to w moim tacie, który z kolei przekazał tę pasję mnie.

Pasja do modlitwy. Aurel przez całe życie był człowiekiem modlitwy i zaszczepił ją w życiu swoich uczniów. Mój ojciec codziennie modlił się na kolanach, a także gromadził całą rodzinę do wspólnej modlitwy.

Mój tato po siedmiu latach pobytu w syberyjskich łagrach wrócił do domu z pustymi rękami, ale w swoim sercu przywiózł z Północy potężne duchowe dziedzictwo przekazane mu przez Aurela Serafinczana, jego mentora i duchowego ojca. Na podstawie tego dziedzictwa przez kilkadziesiąt lat budował swoje życie i Bóg mu pobłogosławił. Obdarzył go dobrą rodziną, pracą i służbą. Mój tato doświadczył  pomyślności finansowej.

Historia mojego ojca uczy mnie, że materialne błogosławieństwo rozpoczyna się od przyjęcia dziedzictwa duchowego.

Od wczesnego dzieciństwa czerpałem z błogosławieństwa, którym był obdarzony mój ojciec. Gdy dorosłem i zacząłem lepiej rozumieć drogi Boże, zacząłem przyjmować błogosławieństwo od Boga i od innych.

Podsumowanie

  • Czy przyjąłeś w swoim życiu dobre dziedzictwo?
  • Czy powinieneś przyjąć dobre dziedzictwo?
  • Czy powinieneś komuś przekazać dobre dziedzictwo?

Podziel się z nami swoimi myślami na ten temat.

Photo credit: Marek Kiewra

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>