Dać dzieciom „NADZIEJĘ”

Decyzja o założeniu szkoły na Filipinach zrodziła się w odpowiedzi na sytuację beznadziei i wykorzystywania dzieci do pracy w jednej z lokalnych wiosek. To przedsięwzięcie wynikające  z przekonania, że można udzielić praktycznej pomocy  pozbawionym edukacji dzieciom.

Jak to się zaczęło…

Cała historia rozpoczęła się jeszcze w sierpniu 2010 roku. Byłem wówczas w Haggai Institute na Hawajach – centrum szkoleniowym dla liderów i przywódców, gdzie poznałem JayJay’a Lizarondo, człowieka z wielką pasją i ogromnym sercem do niesienia pomocy. Opowiadał mi o ubogich dzieciach na Filipinach i rodzicach, którzy nie mają pracy i pieniędzy na utrzymanie swoich rodzin. To wtedy pierwszy raz zobaczyłem film o Mary Rose, dziewczynce żyjącej w skrajnym ubóstwie, pracującej na wysypisku śmieci. Długo nie mogłem otrząsnąć się po tym, co widziałem. Im więcej nad tym rozmyślałem, tym bardziej odczuwałem chęć pomocy takim ludziom, było to dla mnie czymś wyjątkowym.

Nigdy nie zapomnę dni, kiedy mogłem oglądać na Hawajach naprawdę piękne miejsca i rozkoszować się urokiem wyspy Maui. Jednak w głębi mnie pojawiały się zupełnie odmienne obrazy – dzieci, które prowadzą ubogie i pozbawione nadziei życie…

Dojrzewanie do decyzji

Po powrocie ze szkolenia zastanawiałem się przez kilka dni na ile moje przeżycia są tylko emocjonalną grą poruszonego sumienia, a na ile czymś, co rodzi się głęboko w sercu. Na odpowiedź nie czekałem długo, przyszła bardzo szybko, zaraz po tym, jak podzieliłem się moimi przeżyciami z przyjaciółmi i znajomymi. Każdy z nich deklarował chęć przyłączenia się do pomocy i nie wiem nawet dokładnie, kiedy rozpoczęły się rozmowy o możliwości wybudowania szkoły dla żyjących w górach dzieci z plemienia Dumagat.

Filipiny to duży kraj, w którym jest wiele skrajności. Zobaczyć można społeczeństwo zamożne, żyjące głównie w stolicy kraju Manili, jak również wiele skrajnie biednych ludzi, zamieszkujących archipelag na około siedmiu tysiącach wysp.

W wielu miejscach ludzie nie mają bieżącej wody, elektryczności i podstawowych warunków do życia. To właśnie w takich miejscach miała rozpocząć się później nasza praca.

Pierwsza podróż na Filipiny

Dość szybko rozpocząłem przygotowania do wyjazdu na Filipiny. Nigdy wcześniej tam nie byłem, nie mogłem się oprzeć silnemu pragnieniu pojechania tam i pomocy ludziom potrzebującym.

Od samego początku wiedziałem gdzieś podświadomie, że jest wielka potrzeba edukacji tych biednych i bezradnych dzieci.

Odkrywkowa kopalnia rudy żelaza

Największe znaczenie miała dla mnie wioska Cuyabo. Pojechaliśmy tam wspólnie z filipińską fundacją HOP-E, z pomocą humanitarną. To była kolejna akcja fundacji, tym razem rozdawana była witamina C.

Miejsce, w którym pojawiliśmy się  było w samym centrum wioski. Nie mogłem uwierzyć w to, co widziałem. Kilkuletnie dzieci, niektóre zupełnie boso, kopały w ziemi łomami i innymi narzędziami, w poszukiwaniu kamieni rudy żelaza. Można powiedzieć, że to, co zobaczyłem było nielegalną odkrywkową kopalnią rudy żelaza.

Warunki pacy były ciężkie dla dorosłych, których niewielu tam było, a co dopiero dla dzieci. Nie mogłem spokojnie patrzeć na to, co robią te dzieciaki. Wiedziałem, że jest im potrzebna pomoc „z zewnątrz”. To wtedy zacząłem zadawać pierwsze pytania: „Co zrobić, aby pomóc tym dzieciom wyjść z tak trudnej sytuacji?”. Nie mogłem patrzeć jak są wykorzystywane do pracy, zamiast spędzać czas na nauce.

Budowa szkoły

Reakcja na to, co zobaczyłem była błyskawiczna. Postanowiłem wybudować szkołę, która wyciągnie te dzieci z trudnej sytuacji życiowej, da nowe spojrzenie i perspektywy na przyszłość, natchnie nadzieją.

Zebraliśmy bardzo szybko z pomocą darczyńców w Polsce 20 000 zł,  co wystarczyło, aby zakupić ziemię i wybudować bambusową szkołę. Prace budowlane rozpoczęto we wrześniu, ze względu na porę deszczową przedłużyły się, ale mimo to udało się otworzyć szkołę w stosunkowo krótkim czasie.

Otwarcie szkoły – 11.12.2011

Na otwarciu placówki pojawiłem się osobiście wraz innymi osobami z Polski, aby zobaczyć jak spełniają się marzenia dzieci i realizację naszej wizji.

Nie mogłem powstrzymać się od ciągłego uśmiechania się. Byłem zadowolony z tego, co udało się osiągnąć wspólnymi siłami. Polsko – filipińska szkoła nosi polską nazwę „NADZIEJA”, zatrudnia czterech pełnoetatowych nauczycieli. Zajęcia  rozpoczęły się dla 31 dzieci.

Docelowo uczyć się tam będzie 120 dzieci.

Ostatni dzień pobytu na Filipinach

Ostatni dzień był dla mnie prawdziwą przyjemnością. Moi przyjaciele zawieźli nas na spotkanie z MaryRose, dziewczynką, znaną nam z filmu, która jeszcze kilka lat temu zarabiała na swoje życie wygrzebując odpadki foliowe na śmietnisku.

Dzięki pomocy ludzi o wrażliwym sercu, zdecydowanych, aby czynić dobre zmiany w życiu innych, Mary Rose ma dziś szczęśliwą rodzinę, dom i zapewniony byt dzięki pracy rodziców. Najważniejsze jest jednak to, że poszła do szkoły i ma szansę na normalne życie. Jest przewodniczącą klasy i jedną z najlepszych uczennic w całej szkole!

Czy chciałbyś wesprzeć tego typu sprawę?

Mamy na dzień dzisiejszy dwie potrzeby:

1. Poszukujemy osób, które chciałyby wesprzeć jedno dziecko w nauce w szkole na okres jednego roku. Miesięczny koszt utrzymania dziecka wynosi 80zł. Potrzebujemy znaleźć rodziców „adopcji serca” dla blisko 70 dzieci.

2. Drugą naszą potrzebą i zarazem gorącą prośbą, jest przekazanie 1% podatku dla naszej Fundacji ESPA, która jest Organizacją Pożytku Publicznego.

Więcej informacji o nas oraz o tym jak nas wesprzeć, można znaleźć na naszych stronach internetowych:

www.fundacjaespa.org

www.hop-e.pl

Fundacja ESPA
ul. Złotoryjska 65/3
59-220 Legnica

Bank Pekao S.A.
42 1240 1473 1111 0010 1165 6123
NR KRS: 0000060638

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>