John Daigle – Mężczyzna, który mnie „usynowił”


Bo choćbyście mieli dziesięć tysięcy nauczycieli w Chrystusie, to jednak ojców macie niewielu…

1 Koryntian 4:15

W 1996 roku John Daigle zaproponował, abym przetłumaczył dla niego kilka podręczników. Stało się to  początkiem relacji, która przemieniła moje życie.

John w tym czasie był czterdziestoparoletnim Amerykaninem, który przyjechał do Polski jako pełnoetatowy misjonarz. Służył jako dyrektor administracyjny Instytutu Chrześcijańskiego w Europie Wschodniej, który był rozwijany i koordynowany przez MTEE. John zarządzał Szkołami Biblijnymi w 10 krajach.

Do tego czasu uzyskał szerokie doświadczenie w biznesie. Pracował dla dużych firm w Stanach Zjednoczonych, prowadził swoje własne wydawnictwo. Pracował też jako zarządzający pastor w jednym z kościołów w USA.

Z zamiłowania był mentorem. Regularnie wybierał sobie różnych mężczyzn, w których przez dłuższy okres czasu inwestował. Będąc na misjach miał kilku uczniów w różnych krajach.

Nasza znajomość stopniowo rozwijała się, aż w końcu John powołał mnie na swojego ucznia i „usynowił”. Trudno w kilku słowach opisać jego wpływ na moje życie, ale chciałbym wskazać na najważniejsze rzeczy:

John Daigle zainwestował w moją edukację

John częściowo zainwestował w moją naukę. Pomógł mnie i mojej żonie dostać się do seminarium na Ukrainie. Częściowo opłacił moje szkolenie w Singapurze. Kupił dla mnie dziesiątki książek.

John Daigle widział mój potencjał i pomagał mi rozwijać się w oparciu o moje silne strony

John jako pierwszy dostrzegł we mnie umiejętności, których ani ja, ani inni nie widzieli we mnie. Ryszard Ditrich widział we mnie potencjał, natomiast John Daigle potrafił ten potencjał nazwać. W czasie jednej z naszych podróży powiedział do mnie:

– Widzę, że Bóg obdarzył cię niezwykłym darem do zarządzania i wykładania trudnych przedmiotów, których zwykle w kościele niewielu chce, czy potrafi wykładać. Widzę, że możesz być wykładowcą historii, hermeneutyki i zarządzania. Stworzę ci możliwości, abyś mógł służyć Bogu w oparciu o twoje silne strony.

Gdy John wypowiedział te słowa odnosząc się do moich możliwości byłem zaskoczony. W ogóle się z nim nie zgadzałem, ani też nie przyjmowałem tego, co mówił. Ja nie widziałem siebie jako osoby zajmującej się zarządzaniem, czy też wykładaniem czegokolwiek. Nawet nie wiedziałem, co oznacza słowo „hermeneutyka”.

Jednak John miał rację. Okazało się, że jestem urodzonym zarządcą i wykładowcą. Okazało się też, że doskonale sobie radzę wykładając historię, hermeneutykę, zarządzanie i inne tego typu przedmioty.

John nie tylko odkrył mój potencjał, ale również pomógł mi zacząć funkcjonować w oparciu o ten potencjał.

Myślę, że dobrzy mentorzy potrafią spojrzeć w człowieka i dostrzec w nim jego szczególną wyjątkowość.

Traktuj człowieka takim jakim wydaje się być, a uczynisz go gorszym. Ale traktuj człowieka, tak jakby był tym, kim potencjalnie może być, a w ten sposób sprawisz, że stanie się tym, kim powinien być.

Johann Wolfgang von Goethe

John Daigle pomógł mi wejść w miejsce służby i rozpocząć realizację mojego powołania

1. Wbrew moim brakom John rozpoznał powołanie nad moim życiem

Gdy John trafił na mnie, rokowałem małe nadzieje. Byłem jak bryła węgla. Jednak on podniósł mnie, wejrzał we mnie i dojrzał coś wartościowego. Nie zraził się tymi zewnętrznymi warstwami, które trzeba było zerwać.

Przede wszystkim John rozpoznał powołanie, które było nad moim życiem.

2. John zabrał mnie w moją pierwszą podróż misyjną

Bóg powołał mnie do pracy misyjnej. John zabrał mnie w pierwszą podróż. Pojechałem z nim na miesiąc, na Ukrainę. Moja służba polegała tylko na noszeniu jego walizek, ale w czasie tej podróży coś ważnego wydarzyło się w moim sercu i otworzyły się drzwi do mojej przyszłej pracy na misjach.

3. John pomógł mi zaistnieć w służbie

John wstawił się za mną u przełożonych mojej denominacji, a także stworzył mi przestrzeń do służby. Pewnego dnia jeden z przywódców na Białorusi powiedział mi:

– Andrzej, ty rozpocząłeś swoją służbę w tym kraju w miejscu, do którego większość pastorów nigdy nie dochodzi, a jeśli dochodzi, to dopiero po wielu latach skutecznej służby.

Jednak ja w tym miejscu znalazłem się nie dlatego, że byłem taki obdarowany, mądry, czy też wypracowałem to sobie, ale dlatego, że John umieścił mnie tam. Pamiętam jak kiedyś na Pomorzu rozmawiałem z nim na ten temat mojej służby. Powiedziałem do niego:

– John, moje obdarowanie mnie wyniosło i stworzyło dla mnie przestrzeń.

Na to on ze stoickim spokojem odpowiedział:

– To nie twoje obdarowanie wyniosło cię i stworzyło dla ciebie przestrzeń, ale to ja wyniosłem cię do tego miejsca, w którym jesteś i stworzyłem ci tę przestrzeń, którą masz. Twoje obdarowanie pomogło ci w tym miejscu pozostać, a także obronić i rozszerzyć uzyskaną przestrzeń. Jednak, jeśli bym ci nie pomógł, to gdzie byłbyś dzisiaj?

To były surowe słowa, jednak trafnie wyrażały moje położenie.

4. John przedstawił mnie właściwym ludziom

Mówi się, że:

Każdy potrzebuje dobrej wróżki, która zabierze go na bal.

Taką dobrą wróżką był dla mnie John Daigle, mój mentor i duchowy ojciec. On przedstawił mnie właściwym ludziom i wstawił się za mną u właściwych ludzi, którzy z kolei później bardzo mi pomogli.

Myślę, że w kościele nie można zbyt daleko dojść bez przyzwolenia innych ludzi.

John Daigle uczył mnie

1. John przekazywał mi mądrość życiową

Możliwym jest przechowywać w umyśle miliony faktów, a przy tym być zupełnie niewykształconym.

Alec Bourne

Byłem „człowiekiem wiedzy”, ale John uzmysłowił mi znaczenie mądrości, która jest umiejętnością stosowania i wykorzystywania wiedzy.

John wciąż uczy się, jednak nigdy nie był człowiekiem encyklopedycznej wiedzy. Nie rozumiał celu uczenia się na pamięć encyklopedii, jeśli można kupić ją za dziesięć dolarów.

Za to był wielkim zwolennikiem mądrości i praktycznego zastosowania wiedzy. Właśnie tego mnie nauczył.

2. John uczył mnie przez przykład

Przykład prawego mentora ma wielki wpływ na ucznia. Kiedy obserwowałem, w jaki sposób  zachowywał sięi jak podchodził do rzeczy, prawie fizycznie czułem wewnętrzną transformację, która we mnie zachodziła.

John formował mnie przez swój charakter

John kształtował mnie poprzez to kim był,  jak reagował na rzeczy, które mu się przydarzały, jaką miał postawę wobec ludzi.

John formował mnie przez styl swojego życia rodzinnego

Zarówno ja, jak i moja żona nie byliśmy wychowani w idealnych domach. Jest wiele rzeczy, których musieliśmy i musimy jeszcze się uczyć. Ale mieliśmy szczęście, ponieważ mogliśmy mieszkać z Jonem i z jego żoną Eileen w ich domu. Mogliśmy obserwować, w jaki sposób budują swoją rodzinę, a także widzieć ich postawę wobec innych członków rodziny. Mogliśmy patrzeć w jaki sposób prowadzą swój dom. To miało wielki wpływ na nasze życie.

Myślę, że najlepszy sposób, aby ulepszyć czyjeś życie rodzinne polega na wyeksponowaniu swojej rodziny jako wzoru.  Wielu ludzi, gdy przebywa jeszcze w swoich rodzinnych domach obiecuje sobie, że nigdy nie będzie robiło takich rzeczy, jakie robili ich rodzice, a potem kiedy opuszczają swoje domy, czynią te same rzeczy, które praktykowali ich przodkowie.

Wraz z żoną, zamiast pójść za przykładem naszych rodzin, mogliśmy naśladować wzór małżeństwa Johna. Nie było doskonałe, ale ukazało nam lepszy wzorzec życia rodzinnego od tego, który mieliśmy.

John formował mnie poprzez styl swojej służby

Pracowałem dla Johna przez wiele lat i mógłbym opowiedzieć o wielu rzeczach. Jednak szczególne znaczenie miała dla mnie jego postawa wobec mnie i mojej rodziny.

John był nie tylko moim mentorem, ale również liderem. Są rzeczy, których liderzy nie muszą robić, ale John je robił. Na przykład przez lata, późną nocą, albo o świcie odbierał nas z dworców kolejowych, gdy powracaliśmy z naszych podróży misyjnych.

Najbardziej w pamięci utkwił mi moment, kiedy około trzeciej nad ranem przyjechaliśmy z Białorusi, z naszym pierwszym dzieckiem – Tymoteuszem, który wtedy był niemowlęciem, na Dworzec Główny do Wrocławia. Johna nie było. Zadzwoniłem do Legnicy, gdzie wtedy mieszkał i zapytałem o co chodzi. Odebrał zaspany i stwierdził, że pomylił daty. Powiedziałem więc:

– Nic nie szkodzi. Połóż się spać, a my dojedziemy pierwszym pociągiem.

Na to John:

– Nie ma mowy.

Wsiadł w samochód i przyjechał po nas.

To nas naprawdę wzruszyło.

Poprzez swoją dobroć wobec mnie, John Daigle zmienił wizerunek Boga – Ojca, który miałem

Choć szanuję mojego ojca, to jednak nie pozostawił po sobie dużo dobrych wspomnień. Przez wiele lat nie mogłem się modlić do Boga – Ojca, bo za każdym razem, gdy w modlitwie wypowiadałem słowo „ojciec”, pojawiał mi się w umyśle obraz mojego biologicznego taty i wtedy przechodziła mi ochota do modlitwy.

Mężczyźni, którzy wywarli na mnie wpływ

Jednak John okazał mi dużo troski, dobroci i serca. Na pewnym etapie mojego życia zajął miejsce, które powinien w życiu człowieka zajmować  ojciec. To doprowadziło do kolejnego przełomu w moim życiu.

Kiedyś, gdy zacząłem modlić się do Boga – Ojca, po wypowiedzeniu słowa ojciec”, nie zobaczyłem w swoim umyśle wizerunku mojego biologicznego taty, ale wizerunek Johna. Wtedy moja modlitwa popłynęła i przełamałem się w relacjach z Bogiem – moim Ojcem.

Photo credit: Sarah Lewis

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>