Kościół Zielonoświątkowy w Polsce – rozmowa z Markiem Kamińskim

Andrzej Mytych: Mam dzisiaj przyjemność rozmawiać z Markiem Kamińskim, biskupem Kościoła Zielonoświątkowego, doktorem teologii, mówcą konferencyjnym.

Chciałbym porozmawiać o książce, którą niedawno biskup wydał pt. „Kościół Zielonoświątkowy w Polsce w latach 1988-2008”. Zanim jednak poruszymy temat książki, proszę powiedzieć, co biskup doradziłby chrześcijańskim autorom, którzy chcą wydać swoją książkę w Polsce.

Marek Kamiński: Zacząłbym od tego, żeby czytać dużo książek, dużo literatury pięknej, ponieważ to bardzo ubogaca nasz język i pomaga w pisaniu. Potem jest zbieranie materiału, komponowanie, zmiany i długie siedzenie.

Z drugiej strony muszę powiedzieć, że widzę wielu pastorów, posiadających wiedzę i mądrość, którzy mogliby pisać chrześcijańskie książki. Sądzę, że jest fundament i dobrze byłoby, gdyby powstawało więcej książek pisanych przez Polaków.

AM: Jaka była historia powstania tej książki? Jak się zrodziła?

MK: Bardzo prozaicznie. Jeszcze jak byłem pastorem w Koszalinie, miałem tylko wyzwania duszpasterskie, tzn. pomaganie ludziom, troska o zbór, przygotowywanie kazań, czasem wyjazdy do innych zborów. W pewnym momencie stwierdziłem, że brakuje mi wyzwań, że wszystko to znam i nic nowego nie robię, nic takiego, co by mnie rozciągnęło i sprawiło, że będę musiał się mocno wysilić. Poszedłem do pastora Edwarda Czajko z prośbą o rozmowę duszpasterską. To jest starszy, szanowany brat, którego niezwykle cenię. Powiedziałem mu, że potrzebuję nowych wyzwań i chyba powinienem napisać doktorat. Przeczuwając, z czym do niego przyjdę od raz powiedział, jaki ma dla mnie temat. Powiedział, że mało jest piszących i zaproponował abym zajął się historią naszego kościoła od momentu powstania w roku 1988, aż do roku 2008. To był początek, poszedłem na studia doktoranckie i zacząłem szukać materiałów w archiwach kościelnych.

Dzisiaj patrząc na mój napisany i obroniony doktorat zastanawiam się, jak mi się to udało, ponieważ ciągle brakuje mi czasu, ale Pan Bóg pomógł i dzięki Jego pomocy powstała ta książka.

AM: Do kogo jest skierowana?

MK: Myślę, że w gruncie rzeczy do bardzo wielu grup społecznych. Praca naukowa ma swoją specyfikę i momentami książka skierowana jest do tych, którzy są zainteresowani badaniem i poznaniem wielu szczegółów o Kościele Zielonoświątkowym.

Zdaję sobie sprawę, że w literaturze polskojęzycznej właściwie nie ma żadnej sensownej monografii, poświęconej ruchowi zielonoświątkowemu. Były jakieś próby, ale głęboko niesatysfakcjonujące.

Jeśli ktoś nie ma pojęcia o ruchu zielonoświątkowym jest to monografia w języku polskim, która definitywnie przybliży każdemu, zupełnie niezorientowanemu, o co chodzi w ruchu zielonoświątkowym. Nasi bracia i siostry też się nie orientują i nie wiedzą, jakie są nasze korzenie. Sądzę, że każdy znajdzie tam coś dla siebie, poza tym nie wszyscy muszą czytać całą książkę, wystarczy zapoznać się z poszczególnymi partiami.

AM: Biskup jest częścią Kościoła Zielonoświątkowego od dziecka. Czy pracując nad tą książką było coś, co biskupa zaskoczyło, o czym biskup nie wiedział?

MK: Tak, definitywnie, ponieważ byłem świadkiem historii najnowszej. Pamiętam synod założycielski naszego kościoła. Byłem studentem Akademii Teologicznej i razem z moimi kolegami i koleżankami obserwowaliśmy to wydarzenie.

Przy pracy nad książką udało mi się znaleźć źródła historii zupełnie początkowej, rok 1909, 1910 oraz źródła odnośnie historii przedwojennej na Śląsku Cieszyńskim, gdzie powstali Stanowczy Chrześcijanie, potem poznałem dzieje Kościoła Chrześcijan Wiary Ewangelicznej na Kresach Wschodnich. To był bardzo duży ruch, a jego początki są prawie nieznane, albo mało opisane.

Zafascynowałem się wieloma sytuacjami i postaciami. To było olbrzymie zaskoczenie, a jedną z najbardziej fundamentalnych postaci, którą się zachwyciłem był Gustaw Herbert Schmidt, pierwszy misjonarz amerykański, który już w roku 1920 przyjechał do Polski. Pomagał w nauczaniu, potem zorganizował szkołę biblijną, która przyjęła nazwę Instytut Biblijny w Gdańsku. Trochę na ten temat napisałem, mając nadzieję, na dalsze prace.

AM: Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli zapoznać się z biografią Schmidta, autorstwa dra Marka Kamińskiego.

MK: Ja też mam taką nadzieję. Myślę, że mnóstwo materiałów już zebrałem. Są to jego listy, które pisał do swoich opiekunów w Ameryce, jego publikacje w różnych gazetach i książki napisane w czasie wojny, kiedy przebywał w więzieniu hitlerowskim w Gdańsku. Zebrałem dużo materiałów, problemem jest jednak czas, ale Bóg jest Panem czasu, więc mam nadzieję, że powstanie ta pozycja.

AM: Dotknęliśmy historii, dotknijmy też teraźniejszości. Jak biskup ocenia Kościół Zielonoświątkowy dzisiaj?

MK: Powiem szczerze, nie będę mówił o wielu mniejszych problemach, które dotykają każdą grupę ludzi, bo życie sprawia, że w rodzinie, społeczności, państwie dzieją się dobre rzeczy, ale są też kłopoty. Mamy parę problemów, które są do rozwiązania, są to rzeczy, które przynosi życie.

Jestem Bogu wdzięczny i zafascynowany tym, co widzę w zborach. Po pierwsze zbory są pierwszą linią naszego działania. Kościół jest po to, aby służyć ludziom w zborach. Tam głosimy Ewangelię, tam się modlimy, uczymy chrześcijańskiego życia.

Co tydzień jestem w innym zborze, odwiedzam je, rozmawiam z pastorami, staram się zaprzyjaźnić, mieć relację najmniej formalną, głoszę Słowo Boże.

Często, kiedy bywam w małych społecznościach, jestem po urokiem tego, co tam widzę.

Mamy tam takie perełki, ludzi, którzy są znakomitymi kaznodziejami. Mając trudne warunki, służą Bogu, najlepiej jak potrafią, dbają o ludzi, nauczanie, uwielbienie.

Podoba mi się praca społeczna. Prawie każdy zbór w Polsce prowadzi działalność społeczną. Czasem zastanawiam się, skąd oni biorą siłę, inspirację i środki do tego.

Jestem dumny z tego, jak wielu pastorów prowadzi działalność ewangelizacyjną, choć w Polsce nie jest łatwo zwiastować Chrystusa. Ci, którzy się wysilają mają plon. Mówię to szczerze, jestem dumny z naszych zborów.

Myślę, że ciągle musimy pracować nad intensywnością ewangelizacji.

Kiedy są trudności, to mamy tendencję, aby troszeczkę usunąć ją na bok, a ona musi być stylem życia chrześcijanina. Nie każdy, kto przychodzi do Chrystusa zdaje sobie sprawę z tego, że podstawowe zadanie to ratowanie innych, którzy tego potrzebują. Z pewnością to mamy do rozwiązania.

Myślę, że inną rzeczą jest zrobienie miejsca dla młodego pokolenia w służbie.

Często zastanawiam się, co powiedzieć ludziom, którzy mają 19 lat i chcieliby służyć Bogu. Czy mogę im powiedzieć szczerze: „Przyjdź do seminarium, my cię wykształcimy, a potem zostaniesz pastorem”? Tutaj musimy doprowadzić systemowo do tego, aby robić takim ludziom miejsce w służbie. Nawet jeżeli trzeba, aby w wieku 25-27 lat zostawali samodzielnymi pastorami. Problem jest w tym, że jeżeli nie damy im pola do działania, to zaangażują się w inne rzeczy i stracimy całe pokolenie.

To są sprawy, które spędzają mi sen z powiek. To nie są problemy, które dewastują nas i niszczą, to są problemy życia. Będziemy je rozwiązywać i mam nadzieję oraz głęboką wiarę, że Bóg dokona wielkich rzeczy pośród nas.

AM: Co jeszcze w Kościele Zielonoświątkowym ma potencjał odnośnie przyszłości?

MK: To jest moja kolejna duma –  młodzież. Kiedy ich obserwuję, a staram się obserwować z bliska, bywam na zlotach młodzieży, to muszę powiedzieć, że są chyba fajniejsi niż my, kiedy byliśmy młodzi.

Może to jest zupełnie inne pokolenie, bo w innych warunkach wychowane. Oni znają smak wolności, nie są stłamszeni przez system polityczny. Widzę, że jak coś zaczynają, to robią z oddaniem, z entuzjazmem, bez wstydu, z wielką otwartością. Widzę, że młode pokolenie chce ewangelizować, głosić Chrystusa i służyć. Mają niezwykły potencjał, to jest moja chluba i duma. Mam nadzieję, że wyrosną z nich fantastyczni przywódcy.

Trzeba przestrzegać ich, żeby swojego życia nie zmarnowali, bo pułapek jest bardzo dużo.

Młodzież to powinno być nasze „oczko w głowie” i powinniśmy dbać o to, aby ich właściwie wychować, bo chyba zajdą dalej niż my.

AM: Na co zielonoświątkowcy powinni zwrócić uwagę? W jaki sposób powinni żyć, aby Kościół Zielonoświątkowy był takim jakim powinien być?

MK: Każde przebudzenie miało miejsce wtedy, kiedy Duch Święty był wylany na ludzi. Musimy podchodzić do tego, co nas czeka w sposób systemowy, natomiast system nie może być kojarzony z działaniem Ducha Świętego. To jest suwerenne działanie Boże, więc my musimy starać się przystosować nasze życie, aby Duch Święty miał wolność działania w nas.

Tutaj mógłbym wymieniać wiele rzeczy. Ważne jest jak żyjemy, jak trwamy w społeczności z Bogiem. Ważne są nasze relacje w zborze, żeby był pokój, harmonia, żebyśmy byli zgodni, co do najważniejszych rzeczy.

Musimy zrobić miejsce na działanie Ducha Świętego w naszym życiu, w naszych zborach, ale powinniśmy przy tym rozumieć, że jest to suwerenne działanie Boże. My nie zadekretujemy, od której chwili Duch Święty będzie działał. Kiedy ludzie są głodni, kiedy pragną, to Duch Święty zaczyna działać i przychodzi przebudzenie. Naszym zadaniem jest, aby z mądrością Bożą zrobić w naszym domu wszystko to, co jest niezbędne, aby przygotować się na Jego przyjście.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>