Uzdrowienie przez pisanie  

Zranienia, trudne sytuacje i traumatyczne doświadczenia są częścią życia każdego człowieka. Aby móc cieszyć się życiem i chodzić w wewnętrznym zdrowiu, należy wiedzieć jak się o nie troszczyć i jak przyjmować wewnętrzne uzdrowienie.

Do wewnętrznego zdrowia i emocjonalnego uzdrowienia prowadzą różne drogi. Ważne, aby odkryć swoje i czasami w nie wyruszać. Mi pomogło kilka rzeczy, jedną z nich było pisanie. Udało mi się kilkakrotnie uporać z moim wewnętrznym światem poprzez przelewanie uczuć, myśli i doświadczeń na papier lub na ekran komputera.

Czytaj dalej  ›

Nauczyć się żyć ze słoniem w małym mieszkanku

W listopadzie odwiozłem mojego syna, Szymona, do szpitala. Miał mocne bóle głowy, wymiotował, pojawił się światłowstręt. W ogóle nie otwierał oczu. W szpitalu zrobiono mu badania, podłączono do kroplówki, dożylnie podawano mu leki.

Następnego dnia obudziłem się zaskoczony, że na mojej klatce piersiowej siedzi słoń. Nie mogłem oddychać, dusiłem się. Otworzyłem swoje oczy, patrzę, a na mojej piersi siedzi choroba mojego dziecka. Sparaliżowała mnie. Nie mogłem się ruszać.

Czytaj dalej  ›

Nie obrażać się na życie

Powołanie i pasja to jeszcze nie wszystko. Bez odpowiedniego przygotowania i zapłacenia ceny odniesienie znaczącego sukcesu jest niemożliwe.

Gdy byłem z Dorotą jeszcze w narzeczeństwie, wzięliśmy udział w dość dużej konferencji dla osób zainteresowanych pracą misyjną. To było wartościowe wydarzenie. Podsumowując je, jego organizator powiedział, że pragnie pomóc osobom powołanym na misje.

– Dla każdego znajdzie się miejsce, – mówił rozentuzjazmowany – potrzebujesz tylko umówić się ze mną na rozmowę. Każdemu pomożemy, wystarczy tylko być powołanym i mieć serce dla misji.

Jego słowa bardzo mnie podekscytowały. Oczywiście umówiłem się na rozmowę. Parę dni później pojechałem do niego do domu. Uważnie wysłuchał mojego monologu o tym, jak wydaje mi się, że jestem powołany na misje, a potem zadał mi rzeczowe pytanie:

Czytaj dalej  ›

Przywództwo i ludzie

Gdy patrzę wstecz na swoją służbę i przywództwo, to muszę przyznać, że największe błędy, które popełniłem i nad którymi boleję, dotyczyły mojego podejścia do otaczających mnie ludzi. Za bardzo byłem pochłonięty s o b ą, realizacją s w o j e g o potencjału i s w o i c h zamysłów. Za mało zwracałem uwagę na innych. Nie byłem też dostatecznie wrażliwy. Byłem przekonany, że sukces przyjdzie do mojego życia dzięki ciężkiej pracy, wyrzeczeniom i poświęceniom. Jakże się myliłem! Oczywiście, aby odnieść sukces należy ciężko pracować, wyrzekać się różnych rzeczy i poświęcać się, ale rzeczy te nie są głównymi składnikami recepty na sukces. Ma ona elementy o wiele istotniejsze – należą do nich przede wszystkim dobra relacja z Bogiem i z ludźmi.

Prawdziwy sukces w służbie i w przywództwie jest przede wszystkim owocem dobrych relacji z Bogiem i z ludźmi.

Czytaj dalej  ›

Zwodnicze piękno grzechu

Gdy uczyłem się w Szkole Biblijnej w Wielkiej Brytanii, wszyscy studenci kilka godzin w tygodniu pracowali na rzecz tej szkoły. Dzięki temu czesne było dużo niższe.

Szkoła znajdowała się na terenie starego, pięknego zamku, do którego przynależało kilkanaście hektarów pól i lasów. Piękne miejsce. Któregoś dnia przypadła mi w udziale praca w lesie. Dostałem sekator, piłę i siekierę, a następnie wraz z opiekunem i kilkoma studentami byliśmy odwiezieni do niedużego lasu, w którym mieliśmy pracować.

Po przybyciu na miejsce poinformowano nas, że będziemy wycinać bluszcz, który obrastał drzewa. Spojrzałem na te rośliny, były niezwykle piękne i najwyraźniej stare, bo miały grube konary i wspinały się po pniach drzew aż do koron.

Powiedziałem do opiekuna:

Czytaj dalej  ›

Grzechy zaniedbań – pouczający przykład króla Dawida

Historią, która idealnie obrazuje potęgę grzechów zaniedbania jest życie króla Dawida. Mężczyzna ten był niesamowitym człowiekiem sukcesu. Jeszcze jako nastolatek został wybrany przez Boga na władcę Izraela i namaszczony. Był wybitnym wojownikiem i dowódcą. Zabijał olbrzymy, prowadził udane kampanie wojskowe. Był rozpoznanym królem, który poszerzył granice swego państwa. Pokonał wrogów, a w mieście, które podbił ustanowił swój tron i stworzył stolicę. Rok po roku wzrastał w siłę. Prócz tego był poetą, muzykiem, wymyślał instrumenty muzyczne. Miał bliską relację z Bogiem. Słowo Boże mówi o nim, że był człowiekiem według serca Bożego. Chyba nie można wyżej ocenić człowieka.

Ale… Okazuje się, że ten człowiek sukcesu, szanowany przez ludzi i Boga, też miał swoje chude krowy. Dopuścił się poważnych zaniedbań, z kolei te zaniedbania stworzyły środowisko, w którym zrodziły się paskudne problemy i wyzwania. W wyniku tego ucierpiał nie tylko Dawid, ale również jego rodzina i wielu obywateli z jego królestwa. Tysiące ludzi straciło życie. Życiowa historia tego króla uczy nas, że nie warto być olbrzymem w wybranych dziedzinach, będąc w tym samym czasie karłem w pozostałych. Uczymy się z niej również tego, jak dalekosiężne konsekwencje mogą mieć zaniedbania.

W tym miejscu chciałbym wskazać ci na trzy zaniedbania w życiu Dawida, które przyczyniły się do poważnych nieszczęść.

Czytaj dalej  ›

Gdy wzywa cię twoja droga, to odpowiedz na jej zew

Człowiek nie wybiera sobie drogi, to droga go wybiera i wzywa. Warto ten zew rozpoznać i za nim podążyć.

Gdy miałem 13 lat odkryłem, że jestem bibliofilem. Po prostu kochałem książki. To była pasja mojego życia. Uwielbiałem je czytać, kupować, układać i przekładać na swoich półkach. Marzyłem, że kiedyś stworzę bibliotekę, w której będzie dziesięć tysięcy książek. Gdy byłem dzieckiem, nic w moim życiu nie równało się z dotknięciem książki. Było w nich coś magicznego. Mając piętnaście lat posiadałem w swoich zbiorach ponad tysiąc książek. Gdy skończyłem ósmą klasę i musiałem wybrać przyszły zawód oraz odpowiednią szkołę, stwierdziłem, że powinienem zostać drukarzem. W sumie miałem dwa marzenia związane z książkami – po pierwsze chciałem pisać książki, a po drugie pracować przy ich fizycznej produkcji. Bycie drukarzem wydawało mi się niezwykle pociągającym, nie wiedziałem jednak, jak mam odnaleźć szkołę dla drukarzy i jak się do niej zapisać. Gdy rozmawiałem na ten temat z moim najlepszym przyjacielem, poradził mi, abym udał się z tym do szkolnej pani pedagog. Gdy wyłuszczyłem jej wyzwanie, przed którym stałem, wzruszyła ramionami, prychnęła i zapytała:

Czytaj dalej  ›

Jak dowiedziałem się, że jestem głupcem, ale nie zrozumiałem przesłania

marcin_zamozny_2015W 1996 roku, gdy jeszcze prowadziłem amatorski teatr laki zostałem zaproszony na dziesięciodniowe szkolenie do Stanów Zjednoczonych. To była wspaniała przygoda i fascynujący czas. Z całej Ameryki zjechali się lalkarze, autorzy scenariuszy, brzuchomówcy, klauni i inni tego typu zapaleńcy oraz oryginały. Szkolenie odbywało się w dużym miasteczku akademickim. W ciągu dnia chodziłem na różnego rodzaju warsztaty, a wieczorem podziwiałem wspaniałe występy teatralne. Były niesamowite. Najbardziej zapadł mi w pamięci występ przy użyciu lalek fluorescencyjnych świecących w ciemności.

Któregoś wieczora jechałem na tylnym siedzeniu z dyrektorem służby chrześcijańskiej, która zorganizowała to szkolenie. Prowadził auto, obok niego siedział Brytyjczyk, ewangelista, który spędzał wiele czasu na przemawianiu w Afryce. Obydwoje byli około pięćdziesiątki i mówili o obciążeniu, jakim dla organizmu i zdrowia mogą być częste podróże i intensywna praca zawodowa. Rozmowa zeszła na odpoczynek. Okazało się, że obydwaj uwielbiają grę w golfa. Więc przez następne kilka minut z ożywieniem rozmawiali o uprawianiu tego sportu.

Miałem wtedy 23 lata. Moim jedynym zainteresowaniem i pasją było głoszenie Jezusa. Żyłem kazaniami, chrześcijańskim teatrem lalki i przemawianiem na ulicy. Gdy tak ich uważnie słuchałem pomyślałem sobie: Świat ginie bez Jezusa, a oni grają sobie w golfa? Przecież to nienormalne. Co to za niskie standardy życia i chrześcijaństwa?

Czytaj dalej  ›

Życiowy balans – o tym, jak uczyłem się, że jestem hodowcą krów

Po trzydziestym piątym roku życia, krótko po rozpoczęciu pracy w charakterze coacha, zacząłem odkrywać słowo r ó w n o w a g a. Do tej pory nie zastanawiałem się zbytnio nad tym zagadnieniem, ale praca z liderami, z którymi prowadziłem prywatne sesje coachingowe, a także kilka moich dotkliwych błędów i porażek, których doświadczyłem w moim życiu osobistym i zawodowym, zmusiło mnie do pochylenia się nad tym niezwykle ważnym tematem.

Jak moje osobiste życie zaczęło drżeć w posadach

Od swojej młodości byłem człowiekiem pasji. Duży nacisk i świadomą pracę wkładałem w rozwój duchowości, rozwój osobisty i pracę zawodową / służbę. To były moje silne strony, silnik mojego życia, który przez wiele lat ciągnął mnie do przodu, czasami w zawrotnym tempie. O te dziedziny dbałem, w tych sferach inwestowałem w siebie i swój osobisty rozwój.

Tak żyłem przez piętnaście lat. Czułem się spełniony i wydawało mi się, że moje życie zmierza w rewelacyjnym kierunku. Niestety, po trzydziestym roku życia moje istnienie zaczęło drżeć w posadach, a okręt mojego życia rozpadał się podczas żeglugi na otwartym morzu. Nieoczekiwanie zaatakowały mnie moje zaniedbania. Zacząłem powoli odkrywać, że choć rozwój mojej duchowości, rozwój osobisty, a także progres w pracy zawodowej i służbie to ważne rzeczy i należy się do nich przyłożyć, to jednak są też inne sfery życia, których również nie wolno bagatelizować i zaniedbywać.

Czytaj dalej  ›

Pozwól pewnym rozdziałom twojego życia się zamknąć

Czasami w życiu wszystko się wali w ciągu jednej chwili.

Najpierw przychodzi szok i zaprzeczenie.

Ale co dalej?

Po pewnym czasie okazuje się, że najczęściej najlepszą rzeczą jest zamknięcie jednego rozdziału życia, po to, aby rozpocząć nowy. Pewne rzeczy należy opłakać, aby odnaleźć radość w tym, co nowe. Ale zanim przyjrzymy się temu tematowi, zastanów się nad historią niezwykłej surfeki.

Czytaj dalej  ›

Uczenie się dbania zarówno o siebie, jak i o innych

Niech każdy ma na oku nie tylko swoje własne sprawy, ale też i drugich! (Filipian 2:4 BT)

Gdy miałem 35 lat poczułem się jak pusty garnek z wypalonymi dziurami. Czułem się wykorzystany, zużyty, wypalony, wzgardzony, odrzucony.  Myślałem, że nie mam nic wartościowego, czym mógłbym się podzielić z innymi. Czułem się tak, jakbym zjeżdżał na bocznicę, aby utknąć wśród starych, wysłużonych, zardzewiałych i zniszczonych wagonów.

Jedną z przyczyn ku temu była moja dysfunkcja, z której nie zdawałem sobie wtedy sprawy. W tym czasie byłem nastawiony na to, aby pomagać, dawać i inwestować w innych, ale sam nie prosiłem o pomoc, nie mówiłem o tym, czego potrzebuję i nie eksponowałem się na to, aby ludzie mogli we mnie zainwestować. W rzeczywistości nie chciałem niczego przyjmować, nie szukałem pomocy, a jeśli już jej w czymś potrzebowałem, to byłem zbyt dumny, aby o nią poprosić. W wyniku tego wyjałowiłem się, czułem, że nic wartościowego nie mam już do dania, zacząłem się wypalać zawodowo. Miałem coraz mocniejsze przekonanie, że aby nadal móc dawać i pomagać, muszę zacząć coś przyjmować do swojego życia.

Czytaj dalej  ›

Czego nauczyło mnie o przywództwie prowadzenie amatorskiego teatru lalki?

Gdy Bóg mnie powołał, aby docierać do ludzi ze Słowem Bożym, zastanawiałem się nad tym, w jaki sposób wystartować, od czego zacząć? Jak wyjść z biblijnym przesłaniem poza mury kościoła? Rok po nawróceniu zacząłem głosić w kościele, ale pragnąłem w jakiś sposób dotrzeć z przesłaniem do większej grupy ludzi – do tych, którzy potrzebują coś przyjąć od Boga, choć może nie są nawet tego świadomi.

Czytaj dalej  ›

Moje świadectwo – Czy Bóg chce uczynić dla Ciebie cud?

Przez całe lata wierzyłem, że Bóg ma moc, aby uzdrawiać. Czytałem lub słyszałem o wielu różnych przypadkach cudownych uzdrowień, jednak nie widziałem takich uzdrowień „na własne oczy”, ani sam żadnego uzdrowienia nie doświadczyłem. Doszedłem w końcu do przekonania, że Bóg, choć może, to nie zawsze chce uzdrowić człowieka i że ma zapewne ku temu jakieś ważne powody. Przez całe lata modliłem się o chorych ludzi z nadzieją, że Bóg być może ich uzdrowi, ale nie z wiarą, że to zrobi. Na początku grudnia 2014 r. dowiedzieliśmy się, że u mojej żony Basi zdiagnozowano złośliwy nowotwór. W jednej chwili „cały mój świat się zawalił” …

Czytaj dalej  ›

Szanuj swoje dziecko i wierz w nie

Parę dni temu kupiliśmy z żoną naszej córuni wyrzutnię do strzelania krążkiem. Misia była bardzo zadowolona, no i oczywiście natychmiast zaczęła chodzić po całym mieszkaniu, strzelając po ścianach i żyrandolach, bo to przecież idealne cele.

Po chwili przyszła do mnie i powiedziała:

Czytaj dalej  ›